okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12/2016 >> Tak smakują cytryny

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Grecja – Epir


Tak smakują cytryny

Jacek Gut
Widok z Zamku Weneckiego na otoczoną górami Pargę
Buszując pewnego dnia w internecie, trafiłem na stronę z informacją, że ktoś gdzieś jedzie i oferuje okazjonalny transport za niewygórowaną opłatę. Nie korzystaliśmy nigdy z takiego rozwiązania, ale tym razem postanowiliśmy podjąć ryzyko. Zdecydowaliśmy się pojechać z Poznania do Pargi nad Morzem Jońskim, w greckim regionie Epir. Dwie osoby dorosłe plus czterolatek. 
 
Pomimo wcześniejszych ostrzeżeń, nasz bagaż, czyli sakwy, dwa rowery i przyczepka, szokuje kierowcę oferującego transport. Ale w końcu udaje się nam zapakować do busa, w którym spędzamy 35 godzin, pokonując 2400 kilometrów. Naszą bazę noclegową w Pardze rezerwujemy po drodze. Tak oto trafiamy do małego miasta o bardzo burzliwej historii, położonego w regionie Epir nad Morzem Jońskim (północno-zachodnia Grecja), a dokładnie 52 kilometry na południe od większej Igoymenitsy. Za sprawą lokalizacji przez stulecia Parga padała łupem to jednych, to drugich sąsiadów. W XIV wieku znalazła się pod panowaniem Wenecjan. Pamiątką z tego okresu jest wenecka twierdza z 1624 roku. Przez pewien czas miasto należało do Turków, następnie zostało ponownie przejęte przez Wenecjan, by w końcu poddać się Brytyjczykom. W 1819 roku ci odsprzedali je Turkom, a kontrolę nad Pargą przejął Ali Pasza, znany z popularnego w Polsce tureckiego serialu „Wspaniałe stulecie”.
Ku naszemu zdziwieniu, 35-godzinna podróż nie robi specjalnego wrażenia na najmłodszym uczestniku przygody. Kiedy my padamy ze zmęczenia i myślimy tylko o spoziomowaniu się, mały Robocop rozpakowuje swój plecak i oznajmia, że zamierza się bawić. Skoro o spaniu nie ma co marzyć, zabieramy się wspólnie za składanie sprzętu. Już po północy, przy akompaniamencie cykad, pełni wrażeń z podróży i w oczekiwaniu na nowe doznania, w końcu kładziemy się do łóżek. Małe dzieci mają coś takiego, racjonalnie niewytłumaczalnego, że im większe zmęczenie, tym szybsza regeneracja. 

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Jacek Gut