okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12/2016 >> A mogło być tak pięknie

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Kraina Wielkich Jezior Mazurskich


A mogło być tak pięknie

Marek Rokita
W drodze z dawnego klasztoru starowierców w Wojnowie
Namiot rozbity, w dole srebrzy się Jezioro Nidzkie. W końcu udało się dojechać. Jakiż to proces cały! Konceptualizacja, planowanie, biletów kupowanie, preferencji dostrajanie itd., itp. Nigdy jeszcze nie było tak trudno i nigdy nie wyszło tak niespecjalnie…
 
Bo mazurska Kraina Wielkich Jezior miała być przygrywką, uwerturą zjechania Polski północno-wschodniej. Lecz – nie skupiając się na razie na szczegółach – poza rzeczoną krainę w ogóle nie wyjechaliśmy.
Po ośmiogodzinnej podróży, przejażdżce po Olsztynie i spożyciu obiadu w tym pięknym mieście, przyszedł czas na osobowy do Ełku. Rozkład jazdy ułożono chyba albo po to, by uzasadnić istnienie na dworcu poczekalni, albo by zmusić podróżnych do zwiedzania stolicy Warmii. Po przyjeździe naszego składu najbliższy pociąg do Rucianego-Nidy odjeżdża po 2,5 godzinie. A wcześniejszy? Pięć minut przed naszym przyjazdem… No, ale Olsztyn dzięki temu niecośmy obejrzeli. Wyszło w sumie nie najgorzej. 
Stacja Ruciane-Nida Zachód to smutne podsumowanie kolejowego epizodu. Ale niech dzieci wiedzą, że nie każda stacja to piękny dworzec, kasy, sklepy i posprzątane perony wyłożone lśniącymi płytami. Że to również żwir, graffiti, rozbite butelki i pety, mnóstwo petów. Pole biwakowe w Nidzie (Ruciane-Nida to tak naprawdę dwie miejscowości, z których Nida położona jest bardziej na południe) znajduje się tuż przy marinie, na cyplu jeziora, w lesie. Czyli pięknie. I cudnych miejscówek do rozbicia się jest tu mnóstwo. I, jak się okaże, panuje tu – przynajmniej tej nocy – niezła dyscyplina. Nie ma hałasów, wałęsającej się młodzieży i odtwarzaczy samochodowych rzężących do białego rana niby-muzyką. Rozbijamy się już prawie po ciemku. Po drodze na biwak Agata wypowiada krzepiące słowa: – Już mi się podoba! 
Tak, nam niewiele trzeba, żeby się podobało. Trochę drogi, piękny krajobraz, jakaś ciekawostka przyrodnicza, historyczna. I czas, którego nie trzeba liczyć. 
Rano przy naszym namiocie kręci się wędkarz w sile wieku. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Marek Rokita