okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12/2016 >> Dwie panie na literę O

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Śląsk Cieszyński


Dwie panie na literę O

Marek Węglorz
W Dolinie Górnej Wisły
Do serii wycieczek dokoła Śląska Cieszyńskiego skłoniła mnie ciekawość podsycona zakupem mapy turystyczno-krajoznawczej z wyraźnie zaznaczoną granicą historyczną regionu. Rowerową podróż wzdłuż granicy rozpocząłem samotnie, kierując się ze Skoczowa na północ, w stronę tak zwanego Żabiego Kraju. 
 
Szybko znalazłem się pośród stawów Pogórza Cieszyńskiego, wsłuchując się w gwarne rechotanie ich zielonych mieszkańców. Odgłosy przyrody nieco zagłuszał szum grubych opon toczących się na przemian po asfalcie, szutrze i po bitych drogach leśnych. W ten sposób dotarłem, na razie bez przygód, do brzegu Jeziora Goczałkowickiego, którego wody zalewają tereny dawnych wsi. Stąd zacząłem raźno pedałować z powrotem na południe, w kierunku gór Beskidu Śląskiego, ku przygodom, których nie zabrakło podczas pięciodniowej tułaczki! 
Marszrutę na południe wyznacza rzeka Biała, za którą żwawo kieruję się z Czechowic-Dziedzic do Bielska-Białej. Jazdę wzdłuż granicy, której już nie ma, rozpoczynam w lekkim terenie. Jadę bocznymi drogami, pomiędzy stawami. Jest pełnia lata, dzięki czemu mam okazję podziwiać piękną, soczystą zieleń traw i bujną nadbrzeżną roślinność. Nad wodami unoszą się skupiska ptactwa, gdzieniegdzie wyłania się znienacka postać wędkarza czujnie wpatrującego się w toń stawu. Na tyle, na ile to możliwe, staram się nie przeszkadzać i przemykam niepostrzeżenie. Hen, na horyzoncie rysują się szczyty Beskidu Śląskiego. Taka idylla nie trwa wiecznie, bo już po kilku chwilach wjeżdżam w obszar silnie zurbanizowany. 
Klucząc podrzędnymi dróżkami, mijam kolejne zakłady przemysłowe: walcownię i rafinerię. Po chwili asfalt zamienia się w bruk i wjeżdżam pomiędzy ustawione w szeregu tak zwane familoki, czyli budynki wielorodzinne wybudowane z cegły. Nieco mnie to zaskakuje, bo takiej zabudowy, typowej dla Górnego Śląska, na Śląsku Cieszyńskim praktycznie nie ma. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Marek Węglorz