okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2008 >> Samolotem
w jedną stronę

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Majorka i Costa Brava


Samolotem
w jedną stronę

Elżbieta Kinach i Adrian Furman
Łagodne, piękne wybrzeże Costa del Maresme

Wiele razy pytano nas, dlaczego Majorka i wybrzeże Costa Brava? Dlaczego na rowerach... W końcu, po co pedałować kilkaset kilometrów w upale, po co przy drodze jeść makaron z tanim sosem, po co kłaść się spać pośrodku pola bez prysznica?

Właśnie… Po co świadomie utrudniać sobie życie? Wyprawa rowerowa miała umożliwić nam poznanie nowych miejsc, a przede wszystkim gwarantować swobodę wypoczynku, której nie dają wyjazdy zorganizowane.
Wybór padł na Hiszpanię całkowicie przypadkowo – dostaliśmy zaproszenie od kolegi przebywającego akurat na Majorce w celach zarobkowych i, nie zastanawiając się nad inną opcją, postanowiliśmy skorzystać z jego uprzejmości. Kupiliśmy bilety na samolot w jedną stronę i zaczęliśmy się przygotowywać do podróży.
Nasza przygoda rozpoczęła się tuż przed wylotem na lotnisku w Berlinie. Jako że pierwszy raz jechaliśmy z rowerami na dachu samochodu, całkowicie o nich zapomnieliśmy. Przy wjeździe na parking nie zauważyliśmy poprzeczki, która zerwała nam z impetem rower z relingów. Przerażeni, że to koniec naszej przygody, wybiegliśmy z auta pozbierać nasz dobytek. Na szczęście usterki okazały się jedynie estetyczne, ucierpiał lakier oraz osłona manetek na kierownicy.
Podczas odprawy najpierw okazało się, że aby nasze rowery trafiły do samolotu, musimy je zapakować. Nikt wcześniej nie udzielił nam takiej informacji. Nie było jej na stronie internetowej linii lotniczych, również pani na lotnisku, z którą rozmawialiśmy telefonicznie, potwierdziła, że rower ma mieć odkręcone pedały, kierownicę, sklejone taśmą hamulce itp. Nie było jednak mowy o pakowaniu sprzętu. Uratowała nas wspaniałomyślność pracowników lotniska, którzy, przewidując podobne sytuacje, dysponowali dwoma dziurawymi, porwanymi i wymiętymi kartonami, które bez większych oporów użyczyli nam za… jedyne 60 euro! Nasze wątpliwości dotyczące absurdalności ceny nie spotkały się ze zrozumieniem, więc odprawiliśmy rowery i przeszliśmy do kolejnego okienka, w którym przeglądano nasz bagaż podręczny. Weszliśmy na pokład samolotu. I po dwóch godzinach wylądowaliśmy w Palma de Mallorca, stolicy Majorki.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Elżbieta Kinach i Adrian Furman