okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12/2016 >> Pokój i dobro!?

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Pokój i dobro!?

Sławomir Bajew
 
Mam wrażenie, że ciągle piszę o tym samym. Tak, rzecz jasna, że o rowerze, ale konteksty również nieustannie jakby takie same. Życzliwość, empatia, dystans do siebie i świata – takie franciszkańskie: pokój i dobro! Czasami wątek porażki emocjonalnej czy rozczarowania samym sobą się przewija, ale królują tęsknoty, że chciałbym... inaczej. Czyli? No, nie doznawać tych degradujących życie wewnętrzne uczuć pogardy dla innych za ich nie takie (czyli: jak ja sobie wyobrażam) zachowanie. Przykładów nie wymieniam celowo, bo każdy z nas ulega silnej, negatywnej emocji z błahego niejednokrotnie powodu. Wiele razy zdarzało mi się wsiadać na rower, gdyż (jak motywuję moje zniknięcie na kilka godzin z domu) muszę się wyładować. Jeśli wyładować, to znaczy, że na rower wsiadam NAŁADOWANY. Czym to tak, panie Sławku, jest pan naładowany? – słusznie Waści zapytają. Ano różnie. Pęd w pracy, porażka rodzinna, zadrażnione ego, niewiedza, wpadka towarzyska, popełnione błędy, źle podjęta decyzja i jeszcze tysiąc różnych dupereli, które bez sensu wdzierają się do duszy i czynią w niej spustoszenie. To przylgnięcie do obrazu własnej anielskości i fajności bardzo mi doskwiera, ale jakoś trudno mi się z tym rozstać. Ludzkie to, bardzo ludzkie. Wiem, wiem..., ale to, że wiem, nie znaczy, że się do tego stosuję. Wychodzę z domu, żeby za chwilę znaleźć się w sali prób chóru, w którym od jakiegoś czasu śpiewam. Wyjeżdżam na próbę wcześniej, bo chcę jeszcze przejechać się rowerem, zanim wydam z siebie anielskie dźwięki po mało anielskim rodzinnym pohukiwaniu na siebie. Trochę się rozładuję, zanim w stanie (nazywając rzecz w sposób cywilizowany) wzburzenia pokażę się innym. Nie chciałbym, żeby mnie takiego widzieli. Przecież jestem samym pokojem i dobrem. 
Jest jesień. Wcześnie robi się ciemno. W rytmie zanikającego boleśnie wcześnie dnia niespiesznie ruszam w kierunku jeziora. Za zakrętem widzę w pewnej odległości samochód na światłach awaryjnych. Zjeżdżam na chodnik. Światło rowerkowe mam na dynamo, czyli jak wolniej jadę, ono słabiej świeci. Zbliżając się do miejsca, gdzie stoi samochód, zwalniam, a więc światełko ledwie, ledwie dycha. W ostatniej chwili zauważam, że kierowca samochodu stoi na chodniku i przez telefon wzywa zapewne drogową pomoc lub dzwoni w jakiejś innej sprawie niecierpiącej zwłoki. Tak czy inaczej, pochłania go ta rozmowa, co w kontekście sytuacji, w jakiej się znalazł, jest absolutnie zrozumiałe. A ja chodnikiem jadę. Rowerzysta. Nie robię tego normalnie (jak mi się dotychczas wydawało), ale nagle zaczynam dzwonić. To prawda, że z przekonaniem, żeby raczej ostrzec, niż przeganiać, no, ale zadzwoniłem. Nie powinienem tego robić. Trudno mnie było zauważyć w tej głębokiej już szarówce. Powinienem... inaczej: zsiąść z roweru, przejść bezpiecznie obok, a nawet zatrzymać się i zapytać, czy mogę w czymś pomóc. Jednak w stanie NAŁADOWANIA nie przyszło mi to do głowy. Po moim dzwonku słyszę głębokiej szorstkości głos: Nie jeździ się k... po chodnikach! Racja. Tyle że przyznać rację, to w tej chwili przyznać się do kolejnego już dzisiaj błędu. O co to, to nie! Przyspieszam i cedzę przez zęby mało cenzuralne słówko, którym sugeruję, żeby pan się gwałtownie stąd oddalił. Prawie natychmiast robi mi się głupio. Nic jednak za tym nie idzie. Żadne empatyczne zachowanie. Docieram na próbę uśmiechnięty. Śpiewam z zaangażowaniem. A basowa nuta duszy rżnie boleśnie: ładny pokój, ładne dobro... I znów to samo. Zupełnie, jak drzewko nadziei ubierane w Boże Narodzenie. Niby ładne, ale martwe. Może jednak kiedyś zakwitnie? Pokój i dobro! Mimo wszystko. 
 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz poznańskiego Radia Merkury, prowadzi  Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.