okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12/2016 >> Choinka w sakwie

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> święta w drodze


Choinka w sakwie

Marek Rokita
Z łupin kokosów zrobiliśmy świeczniki, kawał liścia palmy kokosowej służył za choinkę
– Ale ja nigdy w czasie podróży rowerowych nie trafiłem na okres Bożego Narodzenia… – odpowiedział Marcin Korzonek na moją propozycję podzielenia się z czytelnikami „Rowertouru” wrażeniami ze spędzonych daleko od domu i rodziny rowerowych świąt. 
 
Nie jest wyjątkiem. Na Boże Narodzenie z sakwami na bagażniku decydują się częściej ci, którzy jadą na wiele miesięcy albo i lat. Rowerzyści wybierający się na miesiąc czy dwa, w grudniu raczej siedzą w domu. Jak twierdzi Norbert Skrzyński, który święta wielokrotnie spędzał w podróży (choć nie zawsze rowerowej): – Jeżeli ktoś traktuje ten czas w sposób szczególny, jest mu bardzo trudno wytłumaczyć się przed rodziną, że spędzi go gdzieś daleko. Znacznie trudniej niż przed samym sobą.
Podczas wielomiesięcznej podróży trudno jest się przygotować się na jeden czy dwa dni świąt. Licząc każdy gram, niełatwo dołożyć do sakwy coś, co przyda się tylko raz. Oczywiście, może być inaczej. Zwłaszcza gdy wyprawa nie jest długa. Norbert Skrzyński szczególnie wspomina Boże Narodzenie, które spędził w Angoli na jednym z etapów Afryki Nowaka. Między innymi dlatego, że sam Kazimierz Nowak podczas swojej pięcioletniej wyprawy również spędził jedne święta wśród Polonii w tym kraju, co opisuje w swojej książce. 
Przyjechali Polacy na pasterkę! (…) płoną radośnie świece, białych garstka, świątynia pełna Murzynów. Zamiast „Wśród nocnej ciszy” rozlega się krzyk z setek czarnych gardeł, który ma być kolędą. Obco jakoś…
Wygląda na to, że w tym akurat wymiarze niewiele się w Angoli zmieniło. Żywiołowy śpiew z setek gardeł zabrzmiał również po prawie 80 latach od wyczynu Nowaka. Natomiast z obcością uczestnicy sztafety poradzili sobie lepiej, bo też nie był to czwarty rok ich podróży.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Marcin Grzybowski