okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 12/2016 >> Nie dzwońcie po policję!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Birma


Nie dzwońcie po policję!

Daniel Kocuj
Zatrzymana w czasie dolina Pagan
Pierwsze słowa, jakie słyszę po przebudzeniu w hostelu w Yangon, brzmią „trzęsienie ziemi”. Szybko okazuje się, że doszło do niego w Mandalaj i nikomu nic się nie stało. Jednak na wszelki wypadek informuję o tym moją rodzinę, aby się nie denerwowała, gdyby dotarły do niej jakieś informacje na ten temat. 
 
Wybija południe, gdy w końcu udaje mi się spakować. Jestem przekonany, że zamknąłem szczelnie sakwy, gdy beztrosko biorę kolejne wiadra na klatę (w Birmie obowiązuje noworoczna tradycja polewania wodą). Pięćdziesiąt kilometrów za Rangun zaczynam się dopytywać o miejsce na rozstawienie namiotu. W pierwszym monastyrze starszy mnich się nie zgadza, ale w drugim nie ma problemu. Zaprasza mnie na nocleg w środku świątyni, na podłodze wraz z pozostałymi mnichami. Zaczynam rozpakowywać sakwy. Okazuje się, że woda dostała się do czterech z pięciu. Wszystko do suszenia, łącznie z namiotem. Jestem wściekły. W takiej sytuacji zaczynam rozstawiać namiot. Każdy mój ruch jest obserwowany. Zaciekawieni mnisi podchodzą i dotykają wszystkiego. Gdy kończę ścielić posłanie, proponuję, żeby zajrzeli do środka. Słyszę urocze uuuu i wow. Z rana czeka mnie rozpakowywanie i suszenie wszystkiego. Jak ominąć te paskudne wiadra, skoro nie szczędzą niczego i nikogo na swojej drodze? Prawie nikogo, bo mnichów nie polewają. Może odkupię od nich szaty i ogolę głowę? 
Jestem zaproszony na śniadanie. Dają mi znak, abym usiadł przy stole ustawionym na środku pomieszczenia, specjalnie dla mnie. Kobiety, najwyraźniej służące mnichom, zastawiają stół przede mną kolejnymi naczyniami. Pod nos podstawiają mi a to więcej ryżu, a to wodę, a to kawę czy owoce i ciastka. Siedzący obok mnie mnich w średnim wieku wachluje stół, aby odpędzić muchy, i robi to tak, aby ulżyć mi w upale. Po śniadaniu zaczynam pakować suche rzeczy. Największym zainteresowaniem cieszy się jednak mój rower. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Daniel Kocuj