okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2016 >> Bajeczna hybryda

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Wyspy Normandzkie – Jersey


Bajeczna hybryda

Ada Bałabas
Widok na latarnię La Corbière
Chociaż na Jersey znaleźliśmy się w zupełnie innym celu, nic nie powstrzymało nas od tego, żeby i tę malutką część świata zwiedzić właśnie na rowerach.
 
Tym razem wędrówka za pracą rzuciła nas na Wyspy Normandzie, a konkretnie na Jersey, największą z wysp archipelagu rozrzuconego na kanale La Manche. Bliżej stąd do Francji niż do wybrzeży Wielkiej Brytanii, w której koronie znajduje się Jersey. Z okna wynajmowanego mieszkania codziennie podziwialiśmy błękitne morze i upajaliśmy się jego szumem. Wychowałam się w Bieszczadach, więc od dziecka tęskniłam za takimi wrażeniami i nigdy nie miałam ich dosyć. 
Czas mijał szybko, a my ciągle nie zwiedzieliśmy wyspy. Owszem, można ją objechać którymś z wycieczkowych autobusów lub skuterem, ale jako pasjonaci dwóch kółek nie mogliśmy sobie odmówić przyjemności wejścia na rowery, tym bardziej, że Jersey to zaledwie 116 kilometrów kwadratowych powierzchni, plus minus 15 kilometrów długości i 10 kilometrów szerokości. Ma się wrażenie, że wszelkie atrakcje są o ruch korbą. Do tego istnieje tu bardzo dobrze rozbudowana sieć znakowanych szlaków rowerowych. Nazywają się Green Lane. Szlakami tymi, zazwyczaj mającymi postać wąskich dróżek, mogą się poruszać również kierowcy, ale z prędkością do 15 mil/godz.(czyli około 25 km/godz.).
W Saint Helier, gdzie mieszkamy, długo szukaliśmy odpowiednich bicyklów, głównie ze względu na Maćka, który ma prawie dwa metry wzrostu. W końcu wypożyczyliśmy odpowiedni i wczesnym rankiem ruszyliśmy na szlak, trzymając się blisko wybrzeża. 
Szybko minęliśmy port, o tej porze dnia pozbawiony wody. Łódki, stateczki, kutry stały podparte na mieliźnie, czekając na przypływ. Mieszkając na wyspie już jakiś czas, wiedzieliśmy, że w Jersey są jedne z największych pływów na świecie. Różnica poziomu wody pomiędzy przypływem a odpływem często wynosi tu 40 stóp, czyli około 12 metrów. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Ada Bałabas