okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2016 >> Jazda na byle czym

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Jazda na byle czym

Sławomir Bajew
 
Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem w październikowym numerze „Rowertouru” o wyczynie Marcina Korzonka, który postanowił przejechać Polskę z południa na północ, zostawiając na mapie prostą jak strzała kreskę. Naprawdę mi zaimponował. Swoim pomysłem – po pierwsze, a po wtóre – determinacją, z jaką go zrealizował. Zaraz uruchomiła się moja wyobraźnia i zacząłem sobie wyobrażać, czego spektakularnego mogą jeszcze rowerzyści dokonać. Monocyklem na Mount Everest, tyłem na tandemie wokół Alaski, po dnie jeziora Bajkał w stroju nurka albo … no nie wiem, przecież jest w końcu możliwe, że z Europy ktoś śmignie, jeżdżąc na rowerze, do którejś z Ameryk. Jeżdżąc oczywiście po lotniskowcu czy jakiejś innej równie wielkiej jednostce pływającej. Tylko patrzeć, jak rowerzyści podbiją kosmos… Uśmiechacie się? Radzę przypomnieć sobie, z jakim niedowierzaniem społeczeństwo traktowało lektury Verne’a. Wyprawa w głąb Ziemi na rowerach już niebawem się odbędzie! Nawet nie jestem pewien, czy już się nie odbyła. Jeśli chodzi o ekstremalność rowerowych wyczynów, to już dawno przekroczyła ona wyobraźnię przeciętnej Mary, Tereski, Teda czy Janusza. 
Janusz, wsiadając na swój lekko zdezelowany rower i udając się (niekoniecznie drogą prostą jak strzała) do najbliższego sklepu po chleb i piwo, nawet nie podejrzewa, jakich cudów dokonują dzieciaki z pobliskiego miasteczka, skacząc po schodach i murkach na swoich maszynach BMX. A gdzie inne rowerowe dziwactwa, jakie się na świecie dzieją… Janusz nawet w najbardziej śmiałych snach nie jest w stanie ich sięgnąć. Dla Janusza rower jest środkiem mniej lub bardziej stabilnego transportu użytkowego. I dobrze, że tak jest. Bo gdyby nie Janusz, któż zdumiewałby się kolejnymi wyczynami rowerzystów w poszczególnych kategoriach. Tak, tak! Kategoriach! One już istnieją, a powstanie ich jeszcze cała masa, bo przecież na tyle milionów cyklistów w końcu jednak zacznie brakować pomysłów. Zacznie brakować, gdyż zasoby ziemskie kiedyś się w końcu zaczną wyczerpywać. Bo co pozostanie tym, którzy chcą czegoś dokonać pierwsi lub nawet jako jedyni na świecie, gdy zaczniemy już jeździć po drzewach?
Podejrzewam więc, że w końcu, chcąc wpisać się w trend wyjątkowości, będę musiał wystartować w kategorii: wjazd rowerem na sekwoję kalifornijską dla szatynów poniżej 75 kilogramów z nadciśnieniem tętniczym i brakiem jedynki w uzębieniu. Wszystkiego dziwnego, Kochani! A przed Marcinem czapkę z głowy ściągnął nawet Janusz... Ja uchylam berecik! 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz poznańskiego Radia Merkury, prowadzi  Listę Przebojów i pasmo południowe, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.