okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2016 >> Woda na wagę złota

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Nowa Zelandia - Wyspa Południowa


Woda na wagę złota

Adela Tarkowska
Mount Cook, najwyższy szczyt Nowej Zelandii
Siedzę przy suto zastawionym wigilijnym stole. Pachnie choinką, barszczem, makowcem i przyprawami korzennymi. Świece rzucają ciepłe światło na uradowane twarze współbiesiadników. Wokół rozbrzmiewa gwar wesołych rozmów i... polski język.
 
Do Nowej Zelandii przylatujemy z Australii. Jest koniec grudnia. Nie mamy żadnych planów i nie wiemy, gdzie przyjdzie nam spędzić szóstą już Wigilię poza domem. Nastawiamy się na święta pod namiotem. W Christchurch poznajemy wspaniałą polską rodzinę, która zaprasza nas do siebie i tak trafiamy na Wigilię, w której uczestniczy ponad 30 zaprzyjaźnionych ze sobą rodaków. Tylko zielone drzewa i kwiaty za oknem przypominają, że to nie Polska, a Nowa Zelandia, i nie zima, a środek lata!
Tuż po świętach ruszamy w drogę. Nowy Rok chcemy spędzić pod namiotem, na kempingu u podnóży masywu Mount Cook. W przededniu sylwestra mży od samego rana. Gdy zamierzamy zatrzymać się na obiad, dopada nas rzęsista ulewa. Ponieważ nie mamy gdzie się schronić, rozciągamy płachtę pomiędzy rowerami i jemy pod nią kanapki, skuleni z zimna. Brak mi animuszu i nie chce mi się jechać dalej. Gdy docieramy do odbicia na Mount Cook, deszcz nie ustaje, a całą okolicę spowija gęsta mgła. Rozbijamy namiot w zagajniku, na rozwidleniu dróg, z nadzieją, że przez noc się wypogodzi. 
Rano pogoda wciąż nie wygląda obiecująco. Nad naszymi głowami wiszą ciemne chmury, a jezioro Pukaki, zachwalane jako oszałamiająco błękitne, jest ponure i szare. Tam, gdzie powinniśmy widzieć góry, niebo jest sine. Wygląda na to, że z naszych planów nici. Mój entuzjazm do obchodzenia sylwestra spada do zera. Nie wiemy, co dalej począć. Podczas śniadania obserwujemy w zdumieniu, jak chmury rozpływają się w niemal magiczny sposób, a przed nami na horyzoncie odsłania się przepiękny ośnieżony szczyt Mount Cook. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Krzysztof Józefowski