okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2016 >> Ciągnę moją rowerową karawanę

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Green Velo: z Przemyśla do Szczebrzeszyna


Ciągnę moją rowerową karawanę

Andrzej Kaleniewicz
Wilgoć lessowego wąwozu to najlepszy sposób na letni skwar
Ciągnę moją rowerową karawanę Takie momenty każdy miłośnik rowerowej włóczęgi wspomina długo i ze stosownym wzruszeniem. Nareszcie, po chyba dwugodzinnym rozkładaniu przyczepki, regulacji wszystkich ważnych mechanizmów i objuczaniu naszych dwóch jednośladów niezliczoną ilością sakw, sakiewek, torebek, karimat i namiotem, byliśmy gotowi do wyruszenia w drogę.
 
Pozostało tylko umościć naszych dwóch chłopców w ich dwuśladzie, sprawdzić, czy zamknięty jest nasz samochód, włożyć kaski na nasze spocone na wczesnoletnim skwarze głowy, rzucić ostatnie spojrzenie na sympatyczny budynek schroniska PTSM w Przemyślu, który był nam domem przez ostatnie dwie noce, i nareszcie nacisnąć na pedały…
Rower z przyczepką stoi jak przyklejony, a ja zastanawiam się, co jest tego przyczyną. Przeładowanie bagażem? Owszem, ostatnio na dłuższej rowerowej wyprawie byliśmy dwa lata temu. Urodziny naszego drugiego potomka w połowie maja zeszłego roku skutecznie wyeliminowały nas z jakichkolwiek rowerowych planów. Jednak czy wzrost ciężaru o jednego roczniaka i jego ubranka oraz pieluszki mogły spowodować aż taką niemoc w moich nogach? No dobrze, przybyło mi też przez te dwa lata kilka zbędnych kilogramów, ale jak ja je stracę, jeśli nie jestem w stanie przejechać nawet kilku metrów? Nie, przyczyna musi być inna. Po kolei sprawdzam: czy nie mam przebitej opony, czy klocki hamulcowe nie zacisnęły się z jakiegoś powodu na tarczach…
I wtedy moja żona, Natalia, widząc moją coraz głupszą minę, po prostu podchodzi do przyczepki i zwalnia hamulec postojowy. Co za ulga! Teraz już bez problemu mój rowerowy TIR toczy się przed siebie, a ja w myślach zaczynam dziękować anonimowemu wynalazcy koła, który sprawił, że tak duża ilość bagażu może się przemieszczać siłą zaledwie jednego człowieka. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 

 



Zdjęcie: Andrzej Kaleniewicz