okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2008 >> 10/2008 >> Lekka jazda

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Luz na korbach


Lekka jazda

Marek Zgaiński

Kupiłem sobie nowe kółko. Stare kręciło się jeszcze całkiem dobrze i nie było z nim żadnych problemów, ale nowe to nowe, i do tego jest lżejsze o całe 80 gramów. W ten sposób postanowiłem odchudzić rower.
Z odchudzaniem jest tak, że jak się zacznie, to już trudno skończyć, bo zawsze zostaje jeszcze coś do odchudzenia. W wypadku ludzi kończy się to anoreksją, a czym w odniesieniu do rowerów jeszcze nie stwierdzono, bo producenci sprzętu cały czas dostarczają coraz to lżejszych części i trudno wyznaczyć granicę. Były ciężkie i solidne ramy metalowe, potem lżejsze z wytrzymałych stopów żelaza, z których dało się wyciągnąć cieńsze rurki, potem ze stopów aluminium, teraz z kevlaru, a jutro pewnie z czegoś od włókien węglowych lżejszego. To samo dotyczy korb, przerzutek, łańcuchów i ogólnie wszystkiego, nie wyłączając lampek i dzwonków.
Jeszcze nie tak dawno w naszym kraju od roweru wymagano, żeby jechał, żeby łańcuch nie spadał, żeby nic nie skrzypiało ani się nie telepało. Dokładnie takie same oczekiwania kierowano w stronę na przykład samochodu marki Fiat 126p czy kuchenki gazowej z Wrozametu. Ważne było tylko to, żeby działało. W czasach realnego socjalizmu i polityki niedoboru było to normalne. Teraz rower stał się takim samym polem wyścigu technologicznego jak wszystko. Tylko czy to ma sens? Trudno kwestionować postęp technologiczny, bo w przeciwnym razie jeździlibyśmy na drewnianych kółkach, odbijając się od ziemi podkutymi butami, jak baron Karl von Drais, twórca prototypu roweru. Ale w pewnym momencie może się zrodzić podejrzenie, że technologia zamiast użytkownikowi służy samej sobie. I właśnie taka myśl zakiełkowała w mojej głowie, gdy zakładałem nowe koło na miejsce starego. Gdybym jeździł wyczynowo, pracował na wyniki, ścigał się w jakimś teamie, ta wymiana miałaby jakiś sens. W moim wypadku, rowerowego turysty jeżdżącego dla przyjemności, spowodowana była wyłącznie chęcią posiadania lżejszego kółka. Stałem się niewolnikiem technologii samej w sobie. Zapominając o tym, że nie jest mi ona do niczego potrzebna. Tych 80 gramów mniej nie spowodowało żadnej odczuwalnej zmiany w moim rowerze. Kółko, owszem, ładnie wygląda, ale jeździ się na nim jak na starym. A skoro nie widać różnicy...