okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2008 >> 10/2008 >> Drodzy Czytelnicy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Przed startem


Drodzy Czytelnicy


Marię Skłodowską-Curie, Bolesława Prusa czy Henryka Sienkiewicza znamy przede wszystkim z ich naukowych czy też literackich osiągnięć. I to nie byle jakich. O Karolinie Kocięckiej, pierwszej polskiej cyklistce, zwanej „aniołem na rowerze” lub „latającą diablicą”, która z sukcesami ścigała się także z mężczyznami i w 12 godzin potrafiła przejechać 350 kilometrów, nie przeczytamy w szkolnym podręczniku. W tych samych podręcznikach nie przeczytamy też o rowerowych fascynacjach naszych wielkich Polaków. O sporych pieniądzach wydanych przez Marię i Piotra Curie na parę rowerów i ich poślubnej podróży po Francji, o agitatorskiej działalności Prusa, który na łamach „Kuriera Codziennego” pisał, że „rower jest jedną z najznakomitszych machin wieku dziewiętnastego”. Chyba że ktoś go przekona, iż jest inaczej. O Sienkiewiczu, który na bicykl wsiadł przed pięćdziesiątką, z dużą nieśmiałością, i o mały włos nie został redaktorem rowerowego czasopisma „Koło”. Kto nie wierzy, odsyłam do numeru.
Może właśnie ów otwarty umysł, ciekawość i niespokojny duch, które pchały Skłodowską-Curie do podejmowania naukowych doświadczeń zakończonych sukcesami, a Sienkiewicza i Prusa do snucia wątków kolejnych powieści, spowodowały, że zaakceptowali rower z dobrodziejstwem inwentarza. Zaciekawieniem, jakie budził cyklista, wysiłkiem, bólem mięśni, nie zawsze wygodnym strojem. Być może pomysł na którąś z części „Trylogii” czy „Faraona” zaświtał autorom w głowie podczas rowerowej wycieczki, kiedy nieskrępowani pedałowali przed siebie, wietrząc umysł. Tak znane osoby jak Sienkiewicz, Prus czy Składowska-Curie z pewnością dodawały cyklizmowi przełomu wieków splendoru i wpływały na rosnącą popularność tej formy spędzania czasu. Może to zbyt duże uproszczenie, ale można chyba zaryzykować tezę, że wprowadzili oni rowery na salony i pod strzechy.
Po kilku latach studiów potrzebę przewietrzenia umysłów poczuli także Bartosz Lisiakiewicz i Michał Ciężkowski, tym razem współcześni nam bohaterowie grudniowego wydania „Rowertouru”. Przed rozpoczęciem pracy i prawdziwego dorosłego życia zdecydowali się zatrzymać na dłużej beztroską młodość i wybrać w wielomiesięczną podróż dookoła Europy, zainspirowani… „Dziennikami motocyklowymi” Ernesta Che Guevary. Jak wyjaśniali – chodziło o włóczęgę, przy czym – w przeciwieństwa do ich bohatera – oni wybrali akurat rower. Po raz pierwszy też na łamach znajdziecie niezwykły opis tej samej trasy widzianej, a raczej doświadczanej przez dwie różne osoby. Beskid Śląski, ta sama długość, podjazdy, koło w koło, a tak różne wrażenia i doświadczanie pokonywanych kilometrów. Relację polecam wszystkim tym, którym na trasie czasem brak zrozumienia dla słabości innych. Poza tym w grudniowym wydaniu dalej nie poddajemy się zimie
– a przy okazji radzimy, jak przygotować się do jazdy w temperaturze poniżej zera. Pełną zaś przygód rowerową włóczęgę wokół Bajkału równoważymy ciepłą Majorką.
Trzymacie w rękach ostatni „Rowertour” datowany na ten rok. Miło, że byliście z nami przez pierwsze miesiące, poczynając od marcowego debiutu, dzieląc się opiniami, podsuwając pomysły. Wielu z Was zawarło je w ankiecie publikowanej w numerach wrześniowym i październikowym (nazwiska nagrodzonych uczestników ankiety publikujemy na stronie 8). Za poświęcony nam czas i udział w badaniu serdecznie dziękujemy, życząc Wam i redakcji coraz lepszych wydań „Rowertouru”, wycieczek, wypraw, rowerowych pomysłów, z których część na pewno trafi na nasze łamy.

Izabela Dachtera
redaktor naczelna


Zapraszam do lektury, z najlepszymi świątecznymi życzeniami. Kolejnych dróg do przebycia. Koniecznie rowerem!