okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2016 >> Ukłonom nie było końca

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Ukłonom nie było końca

Sławomir Bajew
 
Część tegorocznych wakacji z rowerem i na rowerze spędziłem na Istrii. Piszę, że „z” i „na”, ponieważ zdarzało mi się jechać na wakacje „z” rowerem i nie być ani razu „na” rowerze. Co zresztą zdarzyło mi się lata temu właśnie na Istrii. Tym razem „z” oznaczało jednocześnie „na”. Więc super! No dobra, prawie super. Pogoda miodzio, może aż za bardzo miodzio. Kto by tam zresztą zawracał sobie głowę pogodą. Zawsze muszę odpowiadać na to durne pytanie: A pogodę mieliście? Jasne! Codziennie przecież jakoś jest. Ale gdy słyszę pytanie o pogodę, mam nieodparte wrażenie, że ten potocznik zagaja w domyśle: Czy było słonecznie? Tak, było! Było aż za bardzo. Jak dla mnie dwa tygodnie takiej klary to za dużo. Szosówka wrzynała się w asfalt, a górala trudno było ruszyć, jak się bieżnikiem w podłoże wkleił. Parę jednak razy zmobilizowałem rozleniwione upałem cielsko i ruszyłem na rowerowe szlaki. 
Jadę w towarzystwie dwóch jeszcze osób, pokonując fragment 315 route pomiędzy Medulin a Premanturą, na samym niemal koniuszku półwyspu. W pewnym momencie ścieżka, którą jedziemy, dojeżdża do głównej szosy i przez kilkaset metrów tą właśnie główną drogą wiedzie. Z bardzo podrzędnej i podporządkowanej dróżki wyjeżdżamy na ruchliwą szosę. Trzeba uważać. Zatrzymujemy się, bo na prawo ograniczona zakrętem i wzniesieniem widoczność. Nic nie jedzie, ruszamy. Zdążyliśmy we dwóch, a koleżanka ciut przyspała i nie zdążyła ruszyć, gdy zobaczyła nadjeżdżający z góry ze sporą szybkością samochód. Przyczajamy się na poboczu i czekamy, aż nas minie. I właśnie wtedy wydarza się coś, co zamurowało mnie na amen. Aż mi szczęka opadła i straciłem figę zerwaną przed chwilą z dzikiego drzewa. Kierowca samochodu, widząc zapewne wcześniej trójkę rowerzystów, zatrzymuje auto i umożliwia trzeciej osobie bezpieczne włączenie się do ruchu. Wymianom uśmiechów, machnięciom i ukłonom nie było końca. Rejestracja wskazywała, że to auto z Zagrzebia. Lubią tu rowerzystów. I wzajemnie, Chorwacjo. Dziękuję ci, ale nie za gorąco! A naszych chłodów nie można by było rozgrzewać takimi gestami, hę? 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz poznańskiego Radia Merkury, prowadzi Listę Przebojów i pasmo przedpołudniowe, jest autorem popularnych kalamburów. 
Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.