okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 9/2016 >> A na deser wieloryb

nowości

Opona po francusku

Mavic o sakwiarzach nie myśli, ale produkuje dobre opony dla graveli, które z powodzeniem sprawdzą się w turystyce! Yksion Allroad XL to... »

Z bidonem na ścianie?

Gdy po długiej i męczącej podróży wrócisz do domu i zapragniesz schłodzić się którymś z butelkowanych trunków,... »

Towarzysz do przyczepki

Twoje dziecko w przyczepce potrzebuje towarzysza? Qeridoo ma w swojej ofercie miękkiego, pluszowego i zawsze gotowego do drogi przyjaciela! Na... »

1x13

To się musiało wydarzyć! Hiszpańska marka Rotor, znana głównie z produkcji owalnych korb, pokazała sterowany hydraulicznie zestaw... »

Dla najmłodszych

Hamax wprowadził do swojej oferty nowy fotelik! Model Amaze jest nieco tańszy niż topowy Caress, wyposażono go w możliwość odchylania do tyłu... »

Bagażnik od Ortlieba

Gdy czasopisma branżowe zachwycają się ideą bikepackingu, Ortlieb nie zapomina o sakwiarzach! Do sprzedaży trafił wypasiony bagażnik... »

Dahon Vitesse D8

rowertest >> Przeczytaj test Dahon Vitesse D8 »

poradniki

W pogoni za przyczepnością

Amortyzacja w rowerze »

Na szlaku >> z Koszalina na Hel


A na deser wieloryb

Jarosław Góralski
Port w Helu
Cała historia rozpoczęła się rok wcześniej. Byłem przygotowany do dwuosobowej wyprawy wzdłuż polskiego wybrzeża z kolegą Maćkiem. Rower, sakwy, namiot oraz cały ekwipunek. Wszystko zapięte na ostatni guzik. Bilety kupione. Pociąg odjeżdża za 10 godzin. Moja pierwsza wyprawa. Najpierw sms, potem telefon... Kolega nie może jechać... Krótka narada z żoną i decyzja. Zabieram na wyprawę ośmioletniego syna Huberta. 
 
Rowerek z 20-calowymi kołami. Ile przejedziemy – tyle przejedziemy. Nie mamy nic do stracenia. Zawsze można wrócić. Skutkiem decyzji było wspólne 210 kilometrów z uśmiechami na buziach, pokonana trasa ze Świnoujścia do Koszalina, zwiedzone wszystkie latarnie morskie po drodze oraz decyzja: za rok wracamy do Koszalina i jedziemy dalej szlakiem R-10.
Postanowienie przetrwało. Po całorocznym oczekiwaniu nadeszła połowa sierpnia i upragniony dzień wyjazdu. Start wieczorem, pociągiem z naszego rodzinnego Żarowa (powiat świdnicki). Tuż przed wyruszeniem z domu, nad miastem przetacza się potężna burza. Już na stacji dowiadujemy się, że drzewa leżą na torach i nie wiadomo, kiedy pociągi ruszą. Jeszcze przygoda nierozpoczęta, a już przygody! Musimy dotrzeć do Wrocławia, gdzie na przesiadkę mamy 20 minut. Ostatecznie opóźnienie wyniosło godzinę, ale koleje stanęły na wysokości zadania i pociąg z Wrocławia do Koszalina czekał na nas. Na trasie Wrocław – Koszalin kolejne drzewa na torach, tym razem pod Poznaniem. W Koszalinie jesteśmy przed ósmą, a nie planowo około czwartej.
Koszalin wita nas deszczem. Po ciepłej kawie i herbacie na dworcu, ubrani w kurtki nieprzemakalne ruszamy znaną nam już drogą rowerową w kierunku wybrzeża. Tuż przed Mielnem przestaje padać i zaczyna wyglądać słońce. Krótki śniadaniowy postój na pomoście nad jeziorem Jamno i... wracamy na szlak! Znajome tabliczki trasy rowerowej R-10 wywołują u nas uśmiechy. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Jarosław Góralski