okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2016 >> Śladami cesarzy i prezydentów

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Łódzkie


Śladami cesarzy i prezydentów

Szymon Nitka
Pod romańskim opactwem cysterskim w Podklasztorzu – dzielnicy Sulejowa
Po jesiennej wycieczce do Sieradza, Uniejowa i Poddębic, ponownie trafiliśmy w ciekawe, a mimo to niedoceniane przez wielu Polaków, Łódzkie.
 
Zachodnią część województwa zamieniliśmy na wschodnią – przez dwa dni jeździliśmy po okolicach Tomaszowa Mazowieckiego, wśród lasów leżących na terenie parków krajobrazowych nad Pilicą. Tuż przy skrzyżowaniu ruchliwych tras w centrum Polski – gierkówki i jedynki – odkrywaliśmy nieznane nam dotychczas rowerowe szlaki.
Trasę naszego pierwszego dnia oparliśmy o zielony szlak rowerowy wokół Zbiornika Sulejowskiego, nazywany w ulotce promocyjnej „Ścieżką rowerową im. Zygmunta Goliata wokół Zbiornika Sulejowskiego”. Trudno powiedzieć, co dokładnie miał na myśli autor, używając słowa „ścieżka”, bo w terenie odnaleźliśmy klasyczny, turystyczny szlak rowerowy, poprowadzony różnymi elementami drożni, ale ani razu ścieżką rowerową, rozumianą jako wydzielona droga dla rowerów. Warto wiedzieć, że patron szlaku – Zygmunt Goliat był lokalnym działaczem, twórcą Wolborskiego Towarzystwa Kultury i Turystyki, także pomysłodawcą powstania trasy wokół Jeziora Sulejowskiego.
Pięknym, regionalnym akcentem Łódzkie przywitało nas już na pierwszym kilometrze wycieczki, zaraz po opuszczeniu hotelu. W Smardzewicach, które były naszą bazą podczas zwiedzania zespołu Nadpilicznych Parków Krajobrazowych, ukazała się starsza pani w stroju ludowym, udająca się na uroczystości związane z dniem świętej Anny do – nomen omen – kościoła także pod wezwaniem św. Anny. Jak widać, nie trzeba popularnych, bardzo turystycznych miejsc, by się zachwycić trwaniem lokalnej tradycji. Choć... mimo całego naszego szacunku i słabości do polskich zwyczajów ludowych, chwilę później wspominaliśmy naszą wyprawę po rumuńskim Maramureszu, gdzie tego typu akcenty liczyliśmy w dziesiątkach.
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Szymon Nitka