okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2016 >> Czy to się dzieje naprawdę?

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Szwajcaria – Gryzonia


Czy to się dzieje naprawdę?

Marek Rokita
Nie zawsze jest w dół. Padella Corviglia Panorama Tour, prawie 2500 m n.p.m.
– No dobra, teraz mogę Wam już powiedzieć. To był mój pierwszy raz. Na singletrackach pierwszy. Bo na fullu, owszem, jeździłem raz. I skończyło się na upadku, licznych ranach i strzaskanym kasku. Ale, jak widzicie, żyję. I jutro znów wsiądę na rower!
 
Ta deklaracja zmieszała nieco moich towarzyszy podróży. – No, to nawet dobrze Ci idzie – mówi niepewnie jeden z nich, a ja słyszę raczej: „Całe szczęście, że jesteś w jednym kawałku!”. No cóż, znając swoje ograniczenia, nie tylko przeżyłem cały dzień jazdy po alpejskich singlach, ale nawet ani razu nie leżałem. Pamiątki po upadkach zostawiając sobie na ostatni dzień pobytu w szwajcarskim kantonie Gryzonia.
Celerina, niewielka wieś koło Sankt Moritz. Albo Schlagrina, nieduża wioska niedaleko San Murezzan. Mam pokój z widokiem na dwa trzytysięczniki. Tak wysoko nie wjedziemy, ale nie dlatego, że nie ma takiej możliwości. Jest! Tyle, że śnieg jeszcze nie stopniał i musielibyśmy przebijać się przez zaspy. Albo przynajmniej przez pośniegowe błoto, czego i tak nie unikniemy. W przeddzień rozpoczęcia szwajcarskiej przygody z singlami robię mały spacer po wsi. Jestem w dolinie Engadin. Ludzie mówią tu schweizerdeutschem, czyli bardzo specyficzną odmianą niemieckiego, o którym z ust rodzimej Niemki słyszałem niegdyś, że jest nie do zrozumienia. Niniejszym czuję się więc zwolniony choćby z prób pojęcia, o czym oni mówią. W użyciu jest tu także retoromański język romansz, którym posługuje się połowa mieszkańców Engadyny, choć raczej nie w Celerinie. Każda miejscowość wygląda podobnie – dostojne, wielkie, murowane domy ze sgraffito z nazwami poszczególnych „chesa”. Strasznie czysto, jedyny brud to niedopałki na peronach. A jest ich nawet niemało, bo pociągi dojeżdżają wszędzie, mimo że przecież to wysokie góry. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Jakub Rybicki
 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164