okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2016 >> Nałóg nie tylko rowerowy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Nałóg nie tylko rowerowy

Sławomir Bajew
 
Herbata ludzi zbrata, a i kawa się nadawa... Tę kompilację wersów z wiersza Ogdena Nasha w tłumaczeniu Stanisława Barańczaka skojarzyłem natychmiast, kiedy przeczytałem o rowerowaniu Weroniki i Piotra. Rozczulił mnie kolega swoim przywiązaniem do kawiarki. Jako nałogowy miłośnik kawy (to jeden z licznych nałogów, do którego przyznaję się bez skrępowania) rozumiem i wspieram wszelkie wysiłki zmierzające do jak najściślejszego połączenia go z nałogiem rowerowym. 
Wielokrotnie, jadąc przez pustynie kawowe, marzyłem o pysznej espresso sączonej w ilości doppio, a zaparzonej na zawołanie na skraju drogi w profesjonalnym ekspresie. I ile razy zamarzyłem, tyle razy marzenia te w gruzach legły. Aż do czasu, gdy na bardziej cywilizowanych obszarach zaczęły pojawiać się stacje benzynowe i na nich coraz częściej można uzupełnić poziom kofeiny w całkiem pijalnej postaci. Pozostał problem mniej cywilizowanych obszarów, ale i tu z biegiem lat problem się rozwiązał dzięki małemu urządzonku, zwanemu aeropressem, którego posiadacz redukuje swoje kawowe troski praktycznie do konieczności zdobycia gorącej wody, o co zdecydowanie łatwiej. Aha! Odpadają kawy rozpuszczalne, instant, zaklęte w ekstrakty erzace! Przynajmniej, jeśli chodzi o mnie. O co to, to nie! 
A owszem, widziałem rowery z ekspresem na przyczepce, ale duża jest ta przyczepka i prądu z sieci potrzebuje, żeby przydatna była. I ciężko się nią po polnych drogach jeździ. O wspinaczkach zapomnij! Brak kawy potrafi mi czasami zepsuć nastrój. Ale byle jak zaparzona i takoż podana, zepsuje mi humor jeszcze bardziej. Może więc lepszy byłby odwyk niż kombinowanie, jak tu sobie zapewnić kawowy komfort, mknąc po górach między baranami? Może... Z drugiej strony myślę, że przeciętny turysta rowerowy (a za takiego, wbrew powszechnej opinii na mój temat, się uważam) na dłuższy szlak wyrusza dwa, góra trzy razy do roku i jakoś sobie przez ten czas ze swoimi nałogami poradzi. No radzi sobie, radzi... I rozsądniej jest czasem – na przykład w upalny dzień – z kawy zrezygnować. Bo kawa wysusza, wodę cenną w organizmie absorbuje. Więc lepiej kawy wtedy nie pić. I tak szamocze się biedny człowiek, chcąc zasiąść jednym ustrojstwem na dwóch weselach. Jechać z bagażem – za ciężko. Bez bagażu – jak przeżyć? Pić – trzeba się zatrzymywać. Nie pić – nie można jechać. Pod górę – ciężko. Z góry – za szybko. Zawsze coś. Na postoju i w trasie. Ale gdyby nie to trzepotanie w sieci wyborów, czym byłoby nasze życiowe rowerowanie? 

Sławomir Bajew – dziennikarz poznańskiego Radia Merkury, prowadzi Listę Przebojów, w paśmie przedpołudniowym prowadzi Babie Lato, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.
 

 



Zdjęcie: Sławomir Bajew