okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2016 >> Czas na kawę

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Czas na kawę

Weronika Leczkowska
 
Droga. Różna bywa. Polna, bita, wyłożona tłuczniem lub brukiem. Nawet ta asfaltowa, oprócz ewidentnych różnic w jakości, ma tyle odmian, że należałoby je jakoś dla porządku ponazywać: drobnoziarnista, gruboziarnista, miękka (to ta rozpuszczająca się w promieniach słońca) i twarda, odporna na upał.
Szosa jest szybsza, kilometry na liczniku mkną jakby same, ale latem potrafi swoim ciepłem „ugotować” niejednego rowerzystę. Droga bita jest powolna, daje czas na podziwianie tego, co wokół. Ale za to nie da się nią sprawnie świata objechać…
Już na wstępie wyprawy musimy wiedzieć mniej więcej, którą z nich wybieramy, by móc się do niej odpowiednio przygotować. Inaczej się bowiem jedzie z ciężkim ekwipunkiem po gładkiej szosie, inaczej po czymś, co jest drogą tylko na mapie.
Pakuję właśnie sakwy na kolejną przygodę. Niby tylko niezbędne rzeczy, skąd więc tyle tego? Latarki, menażki, zapasowy łańcuch, dętka, narzędzia, pompka. Namiot (ale taki większy w lecie poproszę, żeby było czym oddychać…), karimata, śpiwór. Garść ubrań, coś na deszcz. No i kawiarka mojego męża Piotra, bo (jako że jedziemy we dwoje) jak to może być tak rano bez kawy… Lekko licząc – 20 kilo. Jak tu z takim objuczeniem jechać?
Nasza droga jest najczęściej kamienista. Wiedzie znikąd i najczęściej donikąd (przynajmniej dla tych, co się śpieszą). Przez las dziki, przez wsie zapomniane, przez góry. Zwykle ciągniemy więc ten swój wielki ekwipunek spoceni i przeklinamy głośno. Bo po cholerę nam ręczniki, skoro można wytrzeć się w cokolwiek. Po cholerę bluza, przecież jest gorąco… Tymczasem zza szczytu jednej góry wyłania się następna. Staję więc pierwsza, rzucam mojego Rzęcha z sakwami na pobocze i kładę się na trawie. Nie mam siły, kręci mi się w głowie w tym upale, może jednak trzeba było jechać szosą, a nie pchać się na szlaki piesze? Otwieram sakwy i kolejny raz sprawdzam ich zawartość. Latarki, menażki, zapasowy łańcuch… Mam! Kawiarka! Wyciągam ją z sakwy i kładę pod krzakiem… dla następnych. – Po moim trupie – mówi Piotr i pakuje kawiarkę do swoich równie ciężkich jak moje sakw.
Wolno wstajemy, podnosimy rowery. Piotr miał jednak rację: magia odrobinę lżejszego bagażu działa jedynie przez chwilkę. 
Co wydarzy się dalej? Za chwilę kompletnie zabłądzimy, za jeszcze następną zrobi się ciemno i zacznie padać. A gdy to wszystko już nastąpi (a my przestaniemy się temu opierać), z resztek wody zaparzymy sobie pyszną kawę i odzyskamy spokój.
Prawdziwa przygoda. To taki czas w podróży, który (gdy trwa) chcesz mieć jak najszybciej za sobą. Jest źle, czasami nawet bardzo źle, lecz udaje ci się to jakoś przetrwać. Docenisz go dopiero z bezpiecznej pozycji domowego fotela…
W drogę! 
 
Weronika Leczkowska – przeciętna kobieta. Ma normalny dom, rodzinę, odpowiedzialną pracę. Jednak gdy wsiada na rower, dostaje skrzydeł wolności i szaleństwa.  Swój świat opisuje na blogu www.wronabezogona.pl. 
 


Zdjęcie: Weronika Leczkowska