okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2016 >> 8/2016 >> Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Przed startem


Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!


Jedno z najczęstszych pytań, z jakimi mierzę się jako redaktor naczelna magazynu, którego tematem jest turystyka rowerowa, dotyczy najpopularniejszych wśród rodzimej rowerowej braci szlaków i kierunków. Słowa „mierzę” użyłam powyżej nieprzypadkowo, bowiem na to z pozoru łatwe pytanie bardzo trudno znaleźć odpowiedź. Pytającym cierpliwie tłumaczę, że to nie takie proste, bo moja wiedza opiera się tylko i wyłącznie na analizie tego, co ludzie najchętniej czytają i o jakich miejscach do nas piszą. A to zaledwie rąbek tajemnicy. 
Racja, analizując łamy „Rowertouru” (102 numery to dorobek uprawniający do subiektywnych analiz i porównań), zauważamy pewne tendencje. Rodzimy sakwiarz najchętniej inspiruje się propozycjami z Polski i Europy, chętnie poczyta też o zamorskich podróżach, ale nie dla nich kupuje „Rowertour”. Prawdopodobnie dlatego, że im dalszy cel, tym mniej realny, a – jak wiemy – każdy globtroter lubi planować, gdzie skieruje swoje dwa koła podczas kolejnego weekendu czy urlopu. Do ulubionych kierunków naszych Czytelników na pewno należy szlak wzdłuż Dunaju przejeżdżany w tę i we w tę, w przeróżnych konfiguracjach (raz do roku na łamach obowiązkowo być musi), równie chętnie czytane miejscówki to Nordkapp, Bornholm, a ostatnio Wyspy Kanaryjskie i Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo. Czy te kierunki i miejsca są najpopularniejsze, trudno powiedzieć. Raczej – z naszej perspektywy – po takie opowieści autorów sięgacie chętniej niż po inne. Dla przeciwwagi, polski odcinek szlaku R-10 (wzdłuż Bałtyku), z którego relacje nadsyłane są do nas najczęściej, nigdy nie był przebojem numeru. Prawdopodobnie popularność działa na jego czytelniczą niekorzyść. Znany, lubiany, łatwy i objechany chyba przez każdego, choćby we fragmencie, nie jest postrzegany w kategorii inspiracji. A od tego jest przecież nasz magazyn. 
Na pewno obserwujemy pewne mody, które objawiają się liczbą materiałów nadsyłanych do redakcji z zapytaniem o warunki publikacji czy też do konkursu o Nagrodę „Rowertouru”. Dla przykładu w poprzedniej edycji otrzymaliśmy pięć relacji z Islandii i kolejne cztery z Wysp Kanaryjskich. Dwa lata temu popularne były kraje za wschodnią granicą Polski. Dziś, ze względu na trudną sytuację geopolityczną, relacje z tych kierunków otrzymujemy sporadycznie. Jeszcze dwa lata temu trudno było się przebić z korespondencją z Azji Południowo-Wschodniej (jakby przede wszystkim tam podróżowali sakwiarze marzący o egzotycznych krajach), w tym roku rowerowa brać zasypuje nas reportażami z Australii i Nowej Zelandii, a o Azji zapomniano. 
Z braku możliwości znalezienia jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, gdzie pedałujemy najczęściej, zrodził się pomysł, aby temat ów – przynajmniej w odniesieniu do Polski – podrążyć, odwołując się już nie tylko do „rowertourowych” obserwacji, ale twardych, jak da radę, „urzędowych” danych. Z motyką na słońce porwał się niezastąpiony w takich wyzwaniach Marek Rokita. Co wyniknęło z jego poszukiwań?
Zapraszam do lektury
 
Izabela Dachtera-Walędziak
redaktor naczelna