okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 8/2016 >> Ostra praca w korbie

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Rowerowa Baza Podjazdów >> Jodłowa Góra i Kuminowiecka Góra


Ostra praca w korbie

Michał Książkiewicz
Górka za górką pogania, aż po zachodni horyzont
Na pograniczu Beskidu Niskiego i Pogórza Rożnowskiego znajduje się pasmo, które według jednych autorów opracowań geograficznych zaliczane jest do krainy Pogórzy Karpackich, zaś według innych do Beskidów. Ta unikatowa lokalizacja na pograniczu dwóch krain, a także niemal bezleśny krajobraz partii wierzchowinowych gwarantują wybitne walory widokowe. Wzgórza w ostatnich latach zaopatrzono w kilkanaście dróg asfaltowych, które udostępniły ten teren również dla kolarzy szosowych. 
 
W telegraficznym skrócie, aby wstępnie zapoznać się z topografią tego terenu, wystarczy wjechać na dwa główne wzniesienia dominujące w krajobrazie – Kuminowiecką Górę oraz Jodłową Górę. Według ostatniej klasyfikacji, ta pierwsza jest najbardziej na południe wysuniętym wzniesieniem Pogórza Rożnowskiego, natomiast ta druga stanowi zachodni przyczółek Beskidu Niskiego.
Podjazd na Kuminowiecką Górę najlepiej zacząć w miejscowości Wielogłowy, która leży na dnie doliny Dunajca, u wrót jego trzeciego górskiego przełomu. Nieco niżej rzeka wbija się w ciasny przesmyk między dwiema górami – Dąbrowską i Białowodzką, strzegącymi dalszej drogi na północ, w kierunku Morza Bałtyckiego. Notabene –na obie te góry wiodą bardzo atrakcyjne podjazdy, o których już pisałem w ramach tego cyklu. Pierwsze dwa kilometry drogi na Kuminowiecką Górę wymagają solidnego przyłożenia się do korby. W kilku miejscach nachylenie osiąga 18 procent. Ponadto są tu długie, kilkusetmetrowe sekcje o średnim wzniosie rzędu 14-16 procent. Na szczęście pod kołami mamy niezmiennie wysokiej klasy asfaltowy dywanik, więc odpadają problemy natury technicznej. Po osiągnięciu linii grzbietu Klimkówki robi się zupełnie płasko i zamiast walczyć z manetkami, możemy się trochę porozglądać. A jest na co popatrzeć! 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Michał Książkiewicz