okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2016 >> Wyspy na wulkanie

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> La Graciosa > Lanzarote > Fuerteventura > Gran Canaria


Wyspy na wulkanie

Paulina Struzik i Michał Woźnica
Przyrodnicza atrakcja Lanzarote: jeziorko w kraterze wulkanu, w pobliżu wioski El Golfo
To pierwsza nasza zagraniczna wyprawa, a zarazem pierwsze doświadczenia z transportem rowerów drogą lotniczą. Po analizie za i przeciw wyjazdu z walizką, torbą i kartonem decydujemy się na opcję mieszaną, czyli torbę ze sztywnym dnem, opakowaną wewnątrz kartonami od telewizora. 
 
Do toreb dorzucamy część ekwipunku, natomiast resztę sakw nadajemy bagażem rejestrowanym. Na lotnisku w Modlinie czujemy się niczym bokserzy ważeni przed walką. Nasz ekwipunek wagę ma akurat taką, jaką powinien mieć: odpowiednio 29,9 kg; 29,4 kg i 19,9 kg.
Po przylocie na Gran Canarię (lotnisko znajduje się około 18 kilometrów na południe od stolicy Las Palmas) docieramy na pobliski kemping Playa de Vargas. Składamy nasze rowery i prosimy miłą gospodynię o przechowanie toreb do ostatniego dnia naszej wyprawy.
Wyruszamy około godziny 19 drogą GC-100 w kierunku portu w Las Palmas. Mamy do pokonania około 40 kilometrów. Musimy dotrzeć przed północą. O godzinie 23.50 odpływa prom, który ma nas zabrać na Lanzarote. Teoretycznie mamy sporo czasu, jednak około 20 zaczyna się ściemniać, a z nieba pada bardzo gęsty deszcz. Po kilku kilometrach jazdy nieoświetloną i krętą drogą postanawiamy zjechać na ruchliwą, trzypasmową drogę GC-1. Jedziemy poboczem, jednak deszcz nie ustępuje i czujemy się coraz mniej bezpiecznie. Zatrzymujemy się na przystanku i czekamy na jakikolwiek miejski autobus jadący w kierunku Las Palmas. Gdy otwierają się środkowe drzwi, nie czekamy na reakcję kierowcy i zdecydowanie pakujemy się z rowerami do środka. Kierowca kręci głową, delikatnie dając nam do zrozumienia, że nie jest zachwycony naszym pomysłem. Na szczęście nasze błagalne prośby oraz spojrzenia zdają egzamin i około 22 jesteśmy w Las Palmas. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Paulina Struzik i Michał Woźnica