okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2016 >> Nie taki diabeł straszny

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Iran


Nie taki diabeł straszny

Tomasz Larczyński
Chandżan w ostanie Isfahan – zamek z czasów Timurydów. Iran jest usiany setkami takich glinianych fortec
Jakiś czas temu trafiłem na stronie telewizji CNN na raport Światowego Forum Ekonomicznego, przedstawiający „najbardziej nieprzyjazne turystom narody świata”. Na miejscu szóstym znalazłem Irańczyków.
 
Przypomniałem sobie wtedy ostatnią noc przed wylotem z Teheranu. Irańska waluta o nazwie rial to problem sam w sobie, dość powiedzieć, że po opuszczeniu granic Islamskiej Republiki Iranu miejscowe banknoty nadają się już tylko na podpałkę do kominka. Zdeterminowany, by się ich pozbyć, już w Isfahanie, przy pomocy Ahmeda, towarzysza podróży, pieczołowicie obliczyłem kwotę na transport ze stosowną rezerwą, a resztę wydałem na prezent dla żony. Cóż, okazało się, że rzeczywistość, zwłaszcza galopująca podówczas inflacja, ponownie przerosła mojego znajomego pięknoducha i w efekcie, po kupnie biletów na autobus, na lotnisku znalazłem się bez grosza przy duszy. W hali odlotów poznałem wielkooką uczennicę Farinaz, która zaprowadziła mnie do lotniskowej restauracji, gdzie przy stoliku miotała się jej choleryczna ciotka. Temperament tej ostatniej z kolei spowodował, że spóźniła się na samolot do USA i teraz wprowadzała w życie jakieś niezborne ratunkowe kombinacje geograficzne. Kiedy okazało się, że nie mogę jej towarzyszyć przy posiłku, nieznoszącym sprzeciwu głosem postawiła mi spory obiad, a wiecie przecież, jakie są ceny na lotniskach. Kiedy rozstałem się z paniami, przyszedł czas na spakowanie roweru. Okazało się jednak, że na teherańskim lotnisku żadne sytuacje kartonowe nie są uznawane i jedyną dopuszczalną możliwością jest zafoliowanie roweru w punkcie bagażowym, co oczywiście swoje kosztuje. Wyglądało na to, że z Iranu wylecę, ale bez roweru. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Tomasz Larczyński