okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2016 >> Łowca gór

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Styl życia >> Daniel Marszałek


Łowca gór

Z Danielem Marszałkiem, zwanym łowcą gór, rozmawia Piotr Ejsmont
Z Piotrem Mrówczyńskim na przełęczy Colle dell'Angello (2744 m n.p.m.)
Najpierw zimą starannie wybiera swoje cele. Bada je z każdej strony. Dokonuje niezbędnych pomiarów. Wiosną trenuje, a latem rusza na polowanie, zabierając swoją dwukołową broń. Zdobywa kolejne – jak to określa – skalpy, fotografuje i dodaje do kolekcji. Ma w niej niemal 400 szczytów.

Od czego zaczęło się Twoje zainteresowanie kolarstwem?
– Kiedyś, do czasów licealnych, pasjonowałem się piłką nożną. Pierwsze wspomnienia z kolarstwa to zwycięstwa Lecha Piaseckiego w 1985 roku. Pamiętam też czasówkę pod skocznią w Harrachovie z Wyścigu Pokoju 1987 roku, gdzie wielu kolarzy wchodziło na górę piechotą. Kolarstwo spodobało mi się. Zawsze ożywienie było w maju, potem w „Przeglądzie Sportowym” czytałem jeszcze o Giro d’Italia, ale w lipcu jeździłem na kolonie i zainteresowanie spadało. Miałem już półwyścigowy rower Sprint i trochę zacząłem jeździć. Na sopockim Grodzisku organizowaliśmy nawet górskie etapy Wyścigu Pokoju.

W 1993 roku olśnił Cię Tour de France.
– Tak. Po raz pierwszy śledziłem wówczas relacje. Zenon Jaskuła wygrał pirenejski etap i ukończył wyścig na trzecim miejscu. Chodziłem wtedy na telewizję do mojej chrzestnej i wkręciłem się... Rok później mama na kredyt kupiła mi rower szosowy MBK. Pomagał mi go utrzymać starszy kolega – były kolarz Janusz Furmanek. To nie był rower najwyższej klasy, co chwilę się psuł – szprychy strzelały. Zacząłem wtedy jeździć bardziej regularnie. Na początku około 3,5 tysiąca kilometrów w roku, potem więcej. Było coraz więcej znajomych, którzy podzielali moje zainteresowania. Na przełomie wieków zaczęliśmy się zbierać na rondzie w Osowej. W 2003 roku jeden z moich kolegów – Krzysiek Żmijewski – zaproponował mi wyprawę w Alpy. Był już na podobnej cztery lata wcześniej wraz z Wojtkiem Nadolskim i Czarkiem Fabijańskim. Cezary nie mógł pojechać, więc namówili mnie. 
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Archiwum Daniela Marszałka