okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 7/2016 >> Wyścig z cieniem

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Wyścig z cieniem

 
Lato. Czas odpoczynku. Dzieci (moi dwumetrowi synowie chyba obraziliby się za to, że tak ich nazywam – tak więc poprawiam się, ale tylko tu, na marginesie tej opowieści – moja młodzież) udały się na obozy i kolonie. Dom pusty. Po powrocie z pracy mogę się od razu przebrać i uciekać rowerem na łono natury. Zwyczajnie, bez potrzeby wstawania o świcie lub jeżdżenia po zmierzchu. Do tego dzień trwający bez końca, a noc ciepła i gwieździsta… Czego chcieć więcej? 
– Tak sprawnie jeździsz, dlaczego ty na jakieś zawody nie pojedziesz? – zapytał mnie mój, jadący koło mnie, lekko zadyszany mąż (korzystając z wolności, również wybrał się na rower). 
Nie lubię rywalizacji. Odbieram ją jako z gruntu niesprawiedliwą. Każdy z nas jest bowiem inny, ma inne warunki wyjściowe – mniej lub bardziej predysponowany organizm, ograniczoną tolerancję na zmęczenie i ból. Nie wspominając już o warunkach finansowych, które decydują o jakości sprzętu, na którym jeździmy. Tak różni stajemy potem na linii startowej i się ścigamy. To, że wygram, wcale nie musi znaczyć, że włożyłam w wygraną największy ze wszystkich wysiłek. A dla mnie zwycięstwo powinno mieć dokładnie taki właśnie wymiar.
Zaraz padnie zarzut, że nie lubię rywalizacji, bo przegrywam. Różnie to bywa – czasami ciężko dyszę za plecami kolegów i koleżanek, zdarzyło mi się jednak kilkukrotnie zagonić ich rowerem prawie do nieprzytomności. Nigdy jednak nie miałam z tego powodu poczucia porażki ani sukcesu. 
Prawdziwą rywalizacją jest dla mnie wyścig ze sobą. Czy ja – osoba mało konsekwentna w działaniu, zmieniająca swoje żelazne postanowienia (a raczej elastycznie dopasowująca je do samopoczucia) – potrafię pojechać lepiej niż wczoraj, miesiąc czy dwa lata temu? Czy potrafię utrzymać dobrą letnią formę również w zimie? Czy w końcu zdecyduję się na podróż, która jeszcze wczoraj wydawała mi się zbyt daleka i trudna? 
Moją rywalizacją jest ściganie się z własnymi słabościami. Lenistwem, zmęczeniem, strachem, bólem, brakiem czasu (tak, tak, ten brak jest najczęściej wynikiem naszych złych nawyków i wyborów). Czy mimo zamykających się powiek zwlekę się rano i pojeżdżę przed pracą? Czy pojadę mimo ulewy czy śniegu?
Kończę – wolność czeka! Idę więc pościgać się z własnym cieniem!
PS Moje małe wakacyjne wyzwanie jest bardziej prywatne niż Twoje, Sławku – dbam o to, by mój telefon komórkowy ładował się jedynie siłą moich mięśni. Oszczędność chyba żadna (i nie o nią tu chodzi), za to satysfakcja duża. 
 
Weronika Leczkowska – przeciętna kobieta. Ma normalny dom, rodzinę, odpowiedzialną pracę. Jednak gdy wsiada na rower, dostaje skrzydeł wolności i szaleństwa. Swój świat opisuje na blogu www.wronabezogona.pl. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”