okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2016 >> Wziąłem wnuka na rower

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> wzdłuż Dunaju: z Pasawy do Budapesztu


Wziąłem wnuka na rower

Bruno Koper
Nasza meta, czyli Budapeszt. Po drugiej stronie Dunaju neogotycki gmach Parlamentu
„Rotel Inn”, była baza noclegowa klubu wioślarskiego w Pasawie, zaskakuje nas nie tylko oryginalną trójkolorową fasadą i profilem przypominającym leżącego człowieka, ale przede wszystkim rzadko spotykanymi hotelowymi pokojami, w których dwuosobowe łóżko zabiera całą wolną przestrzeń. Na szczęście cela ta nie jest zbyt droga, mamy dach nad głową, a z okna widok na piękny Dunaj, który podczas naszej wycieczki nigdy nie będzie modry. 
 
Zaczynamy – Romek, 17-latek, mój najstarszy wnuk, i ja, jego 71-letni dziadek. Jedziemy rowerami na dwutygodniową wycieczkę rowerową z Pasawy do Budapesztu. To mój prezent dla niego za zdaną maturę. Wiem, że młodzieniec w pełni sił będzie w tej przygodzie przyjemnym towarzyszem, dobrym i ostrożnym cyklistą. Wiem, bo nie jest to nasza pierwsza wspólna rowerowa podróż. Razem przepedałowaliśmy już ponad tysiąc kilometrów po szosach Francji, śpiąc najczęściej pod namiotem, na kempingach. 
Tym razem, jadąc naddunajskim szlakiem, chcemy korzystać z infrastruktury turystycznej i bazy noclegowej, jak zapewniają przewodniki: gęstej i dostosowanej do potrzeb rowerzystów. 
Pasawa to zabytkowe miasto w południowej Bawarii, położone na zejściu trzech rzek (Ilz, Innu i Dunaju) i na pograniczu trzech państw (Niemiec, Austrii i Czech). Gdy patrzy się na prądy, siłę, kolor i szerokość rzek, można odnieść wrażenie, że to Dunaj wpada tu do Innu, a nie odwrotnie. Obowiązkowego sznycla jemy w restauracji „U Kowalskiego”, w miejscu, gdzie bywał ponoć sam Mozart, a dziś gości się lokalna studenteria.
100-kilometrowy odcinek między Pasawą a Linzem jest chętnie uczęszczany przez tak zwanych niedzielnych rowerzystów, którzy spokojnie pedałują po betonowej, świetnie utrzymanej drodze rowerowej. Tutaj Donauradweg to dwumetrowej szerokości szosa, która dalej będzie prowadzić nas przez Wiedeń, Bratysławę aż do naszej mety – Budapesztu. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 

 



Zdjęcie: Bruno Koper