okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 6/2016 >> Dziękuję, że jesteście!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Dziękuję, że jesteście!

Weronika Leczkowska
 
Znów zaspałam i nie zdążyłam napisać mojego tekstu na wyznaczony termin. Codzienna rutyna (praca, dom, praca, dom) mnie pożarła i zwyczajnie zapomniałam. Siedzę więc sobie teraz późno w nocy (gdy rodzina i obowiązki domowe już dawno zasnęły) i szukam w głowie inspiracji.
Święto gazety. W porównaniu ze Sławkiem jestem tu tylko chwileczkę, bo zaledwie rok. Cóż więc mogę życzyć redakcji jako tak młode dziecko? Kolejnych stu numerów? To takie banalne...
W moich jubileuszach zawsze najbardziej interesują mnie prezenty. Te ślicznie zapakowane w kolorowe papierki i te mniej widowiskowe, ale za to niezwykłe. W zeszłym roku takim cudownym prezentem urodzinowym od męża były bilety do Grecji. Dostałam 10 cudownych jesiennych, lecz ciągle ciepłych dni, spędzonych we dwoje na dzikiej tułaczce gdzieś u stóp Olimpu. Czas, o którym nie zapomnę do końca życia...
Co mogłabym dać w prezencie mojej ulubionej redakcji? Moim zdaniem najlepszym prezentem dla pisma rowerowego jest fakt, że inspiruje Czytelników do ruchu, do podróży i przygody. Sięgam więc po ostatni, majowy numer. Na okładce Rumunia. Otwieram i czytam cudowny artykuł Michała Grzejszczaka. Piękne, dzikie plenery, wielkie przestrzenie i otwarci ludzie. Coś dla mnie… Tak, chcę do Rumunii! Szybko otwieram internet i szukam tanich przelotów do Bukaresztu. Nie ma. Sprawdzam więc okoliczne miasta. Też kłopot. W końcu coś jest – Belgrad. To zaledwie 120 kilometrów od granicy z Rumunią! Kupuję bilet w jedną stronę (na tyle mnie dziś stać) dla siebie i roweru (ten drugi jak zwykle jest droższy od mojego, mimo że rower waży znacznie mniej ode mnie i do tego nie marudzi podczas lotu. Widać luk bagażowy jest klasą luksusową w samolocie).
Gdy ukaże się 100. numer magazynu, będę się samotnie tułać po rumuńskich Karpatach. Na chwilę znów stanę się wolnym człowiekiem... W tej podróży zamierzam spać tylko w plenerze i pokonać swój wielki strach przed niedźwiedziami (żyje ich tu podobno około 6 tysięcy. Zupełnie teoretycznie wydaje mi się więc prawie niemożliwe, by w dzikiej podróży po szutrowych drogach nie spotkać ich gdzieś, choćby w oddali). Taką właśnie podróż dedykuję redakcji w prezencie. I dziękuję, że jesteście!
PS Jest nadzieja, że – mimo jednostronnego biletu – do następnego numeru jakoś powrócę. 
 
Weronika Leczkowska – przeciętna kobieta. Ma normalny dom, rodzinę, odpowiedzialną pracę. Jednak gdy wsiada na rower, dostaje skrzydeł wolności i szaleństwa.  Swój świat opisuje na blogu www.wronabezogona.pl. 
 
 
 


Zdjęcie: Weronika Leczkowska