okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2016 >> Urwiste brzegi Narwi, dzikie rozlewiska Biebrzy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Podlaski Szlak Bociani


Urwiste brzegi Narwi, dzikie rozlewiska Biebrzy

Ewelina Kośmider
Upalne południe, a my w drodze...
Tuż przed wyjazdem nawet Kierownika Wycieczki zaczęły ogarniać wątpliwości, 
czy aby nie porywamy się z motyką na słońce. Ale nie było już odwrotu.  
 
Kierownika od dawna mamiły opowieści z rowerowych blogów podróżniczych, ciągle wracały do niego wspomnienia z harcerskich wypraw. Na nic zdały się moje nieśmiałe przebąkiwania, że z dwójką dzieci to nie to samo, co z jednym, że bagaż będzie za ciężki, noclegi na dziko, a woda w Narwi taka zimna. Przebąkiwania były nieśmiałe, bo tak naprawdę też miałam ochotę na tę przygodę. Wraz z 15-miesięcznym Franiem oraz 4,5-letnim Tadziem ruszyliśmy do Białowieży, która miała być punktem startowym naszej wyprawy Podlaskim Szlakiem Bocianim. Po drodze dołączyła do nas 5-letnia Marysia ze swoim tatą Jarkiem, później dojechała do nas jeszcze jej mama, Magda.
Wiedzieliśmy, że rajd po Podlasiu będzie dla nas sporym wyzwaniem. Nie licząc dwóch weekendów na początku lata, była to nasza pierwsza rowerowa wyprawa. Największe obawy dotyczyły Tadzia, który całą trasę miał pokonać samodzielnie. Tadzio na rowerze nauczył się jeździć zeszłej jesieni, a dopiero wiosną opanował trudną sztukę samodzielnego ruszania. Wiedzieliśmy, że jest w stanie przejechać około 30 kilometrów dziennie i na to się nastawialiśmy. Marysia miała korzystać także z przyczepki.
Po zakwaterowaniu się na kempingu w Białowieży, zielonym szlakiem ruszamy do pokazowej zagrody żubrów. Rozpaleni żarem sierpniowego słońca wjeżdżamy w chłodną zieleń starego lasu. Oślepiające światło słoneczne zastępuje półmrok, a jazgot turystycznego miasteczka – majestatyczna cisza puszczy. Wąską ścieżkę przecinają wijące się korzenie starych drzew.
Gdy dojeżdżamy do zagrody, jej brama jest już zamknięta. Z wewnątrz dobiegają jednak głosy: „La puerta esta cerrada, que vamos hacer agora?”. Trzy hiszpańskie turystki zostały uwięzione w środku. Kierownik z Jarkiem niepewnie proponują, że pomogą im się wydostać. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Krzysztof Kośmider