okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2016 >> Nuda na wyspie? Niemożliwa!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Makta


Nuda na wyspie? Niemożliwa!

Anita Demianowicz
Jedna z bocznych ulic Valletty – stolicy Malty
Co wy tam będziecie robić przez tydzień? Przecież rowerem w jeden dzień okrążycie wyspę! Zanudzicie się! Podobne stwierdzenia i pytania na hasło, że jedziemy na Maltę, padały wielokrotnie.
 
Malta to niewielkie wyspiarskie państwo na Morzu Śródziemnym, które razem z wyspą Gozo i niewielką Comino oraz kilkoma małymi wysepkami tworzą archipelag Wysp Maltańskich. 
Na dobrą sprawę wybrzeże wyspy można objechać rowerem w jeden dzień (liczy 140,8 km długości, a wraz z Gozo – 200 km), a przeciąć wzdłuż i w poprzek w kilka godzin (jest długa na 28 km, a szeroka na 10 km), a przez resztę czasu, według sugestii innych, nudzić się. Tak naprawdę jednak nuda na wyspie jest niemożliwa. Zbyt wiele do zobaczenia, zbyt wiele miejsc do poznania… Przy tym silny wiatr, wiejący – jak to zwykle bywa w życiu rowerzysty – prosto w twarz i liczne podjazdy, które skutecznie spowalniają jazdę, sprawiają, że po Malcie i Gozo można pedałować znacznie dłużej niż tylko jeden dzień. Można cały tydzień. My jednak zdecydowaliśmy się podzielić wizytę na Malcie na rower i wycieczki piesze oraz błogie lenistwo.
Po budynkach w St. Julian's widać upływ czasu. Pewnie też siłę wiatru i morską słoną bryzę. Miasteczko jest przytulne, choć sobotni wieczór nie należy do najspokojniejszych i najcichszych pór dnia. Ulice pełne są młodych ludzi. Mijamy grupy podobnych do siebie, ciemnowłosych dziewczyn o oliwkowych cerach. Niektóre mają makijaż, którego nie powstydziłaby się żadna drag queen. Co jedna to krótsza spódniczka i dłuższe paznokcie oraz wyższe obcasy. 
Chłopcy z lśniącymi czarnymi włosami, w które najprawdopodobniej wtarli całą tubkę żelu, paradują w koszulach zapiętych pod szyję, w narzuconych niedbale marynarkach. Kartka na drzwiach jednego z klubów informuje, że do środka wejść mogą jedynie osoby powyżej 17 lat. Na ulicy czuję się więc jak emerytka. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 

 



Zdjęcie: Anita Demianowicz