okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2016 >> Drum bum!, czyli tabor rusza dalej

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Rumunia


Drum bum!, czyli tabor rusza dalej

Michał Grzejszczak
Błogi spokój w Rumunii można odnaleźć w najwyższych partiach Karpat. Nad zalewem Bâlea cisza o świcie brzmi cudownie
Głowę ci utną i skończy się jeżdżenie – mamrotała pod nosem moja matka, nakładając mi na talerz obfitą, schłodzoną do idealnej na tę porę roku temperatury porcję truskawek. Nie masz już gdzie jeździć? Musisz włóczyć się po jakichś dziurach?
 
Ano muszę. Od pewnego czasu, nie wiedzieć czemu, zdecydowanie bardziej wolę jeździć po dziurach niż po tak zwanej zachodniej cywilizacji. Wolę przeklinać asfaltowe galaktyki i przeciskać się pomiędzy krowami na ulicach bezimiennych miasteczek, niż stać godzinami w kolejkach do luwrów, pałaców czy modern art galerii, płacąc w dodatku za to po kilkanaście euro haraczu od tzw. kultury.
Wolę. Wolę wdychać na ulicach zapach spalin starych krazów, rozkładających się na poboczach przetrąconych psów i świeżo co ściętych łąk niż autostrad, McDonaldów i odświeżaczy w dworcowych toaletach, które – pomimo XXI-wiecznej turbo technologii – za nic nie przypominają swoim aromatem zapachu oceanu. Wolę dziś wyruszyć na wschód. Wolę na południe. Tak mnie jakoś życie naprostowało, że ciągnie mnie dziś zdecydowanie w tę drugą stronę.
Masz dwa tygodnie, jedź teraz, bo w lipcu wolnego nie dostaniesz – radzi szef. Dwa tygodnie, dwa tygodnie... – powtarzam w głowie niczym mantrę. Mój Boże. A co to jest dwa tygodnie? Żeby wyskoczyć za miasto, przewietrzyć siodełko i zobaczyć się z dawno niewidzianymi kumplami, to może i wystarczy, ale żeby tak bujnąć się konkretnie, nawąchać, napatrzeć, sponiewierać siebie, sakwy i cały ten skitrany w nich od miesięcy ekwipunek, dwa tygodnie mogą jednak nie wystarczyć. Pracuj, człowieku, ile chcesz, ale odpocznij też czasami jak człowiek! Dwa tygodnie? – potwierdzam pytająco i wbijam w niego wzrok z nadzieją, że dorzuci jeszcze tydzień... Nie dorzucił. No więc szef mówi jedno, a ja myślę drugie. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Michał Grzejszczak