okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 5/2016 >> 5/2016 >> Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Przed startem


Drogie Czytelniczki, Drodzy Czytelnicy!


Jakiś czas temu znajoma, patrząc na nasze dzieciaki jeżdżące na rowerkach, które na widok samolotu zaczęły wołać: „Panie pilocie, pędzimy do Ciebie”, rzuciła: „Ech i pomyśleć, że niektóre już leciały samolotem, a pociąg widziały co najwyżej z daleka”. Najpierw chciałam zaprotestować, że to nieprawda, ale musiałam przyznać jej rację (żadne z moich dzieci nie jechało dotąd pociągiem, z wyjątkiem kolejki Maltanki, podwożącej maluchy do poznańskiego zoo) i zaczęłam analizować zagadnienie. Dlaczego zamiast wsiąść do pociągu, z ulubionym hasłem dzieciaków „Ahoj, przygodo!”, traktując ów środek lokomocji jako dodatkową atrakcję weekendowych lub wakacyjnych wyjazdów, dusimy się w samochodzie? OK. Mieszkamy poza miastem, przez naszą miejscowość nie biegnie linia kolejowa, zatem przemieszczamy się samochodem na krótszych i dłuższych dystansach. Rzeczywiście, zwykle, czyli na co dzień, nie mamy takiej potrzeby. Ale, ale… Cofnęłam się w niedaleką przeszłość… Próbowaliśmy latem ubiegłego roku przymierzyć się do wycieczki pociągiem do Kołobrzegu w układzie nasza czwórka plus przyczepka, rowerek i dwa rowery dorosłe, ale nie udało się kupić biletów, dzięki którym moglibyśmy całą ferajną zapakować się do składu. Bileterce sporą trudność sprawiła przyczepka, nie było wiadomo, jak ją opłacić i jako co potraktować – jako wózek dziecięcy czy przyczepkę bagażową. Rowerek na 14-calowych kołach też był niewiadomą. W końcu stanęło na tym, że pani bilety nam sprzeda, ale za konduktora nie ręczy. My też ręczyć nie chcieliśmy i zniechęceni zrezygnowaliśmy. 
Po co nam fochy konduktora (a może i kara pieniężna), zrobimy jak zwykle, czyli zapakujemy rowery na samochód, siebie do środka, a przyczepkę do bagażnika. Tyle moich prób, ale w sezonie ściśle rowerowym przynajmniej raz w miesiącu otrzymujemy od Was listy i e-maile, w których barwnie (choć czasem wcale nie do śmiechu) opisujecie swoje przygody związane z transportowaniem roweru. 
„Po kilkunastu godzinach i nieprzespanej nocy wysiedliśmy w Krakowie. Kolej zapewniła nam po drodze szereg dodatkowych atrakcji w postaci remontu torowiska, dzięki czemu kilkadziesiąt kilometrów musieliśmy pokonać na rowerach, bo komunikacja zastępcza ich nie transportuje. Do tego doszły schody na dworcach, bo wind oczywiście albo nie ma, albo nasze rowery się do nich nie mieszczą” – oto jeden z przykładów. Sezon rozkwita nam na dobre, Marek Rokita wziął więc pod lupę rodzimych przewoźników, próbując stworzyć dla Was informator o tym, jak poruszać się z rowerem i przyczepką po polskich torach. Niby wszystko wydaje się takie proste: są pasażerowie-rowerzyści, rowery, przyczepki rowerowe. Przewoźnik powinien zapewnić wagon do przewozu rowerów lub choćby przedziały, a stosowną wiedzę na ten temat powinni dostarczyć bileterzy i strona internetowa. Do nas należy zakup biletów dla poszczególnych uczestników podróży. I w drogę. Wydaje się proste, ale wcale takie nie jest. 

Zapraszam do lektury
Izabela Dachtera-Walędziak
redaktor naczelna