okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2016 >> Przekąska przed ucztą

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Niemcy: Brandenburgia i Pomorze Przednie


Przekąska przed ucztą

Michał Grzejszczak
Zachody słońca nad zalewem w Kamieniu Pomorskim w zasadzie niewiele różnią się od tych nad Pacyfikiem
W Zielonej Górze pociąg kończył bieg, więc nie musieliśmy jak zwykle skakać samobójczo w pośpiechu na peron. Pasażerowie rozpierzchli się po stacji, a my powolutku zbroiliśmy rowery. Wiedzieliśmy, że esencję wojaży, jak espresso z filiżanki, spijać należy powoli i z samego dna. Żeby poczuć tę przyjemność, nie można się ścigać z czasem.
 
Przed dworcem ktoś wskazał nam kiwnięciem głowy drogę, ktoś inny machnął ręką w zrozumiałym geście i już po chwili kontemplowaliśmy piękne miasto w hipsterskiej kawiarni, przy klasycznej małej czarnej.
Zielona Góra oferuje turystom szeroki wachlarz rozrywek, by wymienić: teatr, spacery i biesiady pod znakiem wina. Poruszając się po mieście, przemierzając okoliczne wioski i wiosek tych okolice, łatwo zauważyć, że tutejsi mieszkańcy chętniej niż inni „nabiliby nas w butelkę”. Nabić jest tu zrozumiałe, bo Lubuskie słynie od wieków z wina. Któż z nas (rowerzystów) nie chciałby spróbować zielonogórskich trunków, chociażby tylko po to, by zmierzając dalej na zachód, móc porównać je z francuskimi regionami Bordeaux czy hiszpańską Rioją?
W okolicach Zielonej Góry winorośl uprawia się od wieków, natomiast od XIX stulecia cyklicznie i hucznie, a na ogólnopolską skalę od kilku lat odbywa się w mieście, niezmiennie we wrześniu. Winobranie – jedna z ciekawszych, a na pewno jedna z najsmaczniejszych imprez w tej części kraju. 
Z Zielonej Góry uciekamy na południowy zachód. Naszym celem są bowiem wschodnie Niemcy. Wybieramy się tam już drugi rok, choć dotychczas bezskutecznie. Umiłowaliśmy Czechów, Słowacy nie są nam obcy, Litwinów liznęliśmy, a na Białorusinów i Ukraińców czas przyjdzie być może za rok. Tym razem musimy dopiąć celu.
Jeszcze porządnie się nie spociliśmy, ba, nie przejechaliśmy nawet 20 kilometrów, a już siedzimy w ogrodowym basenie i moczymy nogi w wodzie. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 

 



Zdjęcie: Michał Grzejszczak