okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

twojmedyk.pl

sportportal.pl

trasymasy.pl

Reklama

pierwszy rower
pierwszy rower
strona główna >> 4/2016 >> Hulajnoga przełamuje lody

nowości

Opona po francusku

Mavic o sakwiarzach nie myśli, ale produkuje dobre opony dla graveli, które z powodzeniem sprawdzą się w turystyce! Yksion Allroad XL to... »

Z bidonem na ścianie?

Gdy po długiej i męczącej podróży wrócisz do domu i zapragniesz schłodzić się którymś z butelkowanych trunków,... »

Towarzysz do przyczepki

Twoje dziecko w przyczepce potrzebuje towarzysza? Qeridoo ma w swojej ofercie miękkiego, pluszowego i zawsze gotowego do drogi przyjaciela! Na... »

1x13

To się musiało wydarzyć! Hiszpańska marka Rotor, znana głównie z produkcji owalnych korb, pokazała sterowany hydraulicznie zestaw... »

Dla najmłodszych

Hamax wprowadził do swojej oferty nowy fotelik! Model Amaze jest nieco tańszy niż topowy Caress, wyposażono go w możliwość odchylania do tyłu... »

Bagażnik od Ortlieba

Gdy czasopisma branżowe zachwycają się ideą bikepackingu, Ortlieb nie zapomina o sakwiarzach! Do sprzedaży trafił wypasiony bagażnik... »

Dahon Vitesse D8

rowertest >> Przeczytaj test Dahon Vitesse D8 »

poradniki

W pogoni za przyczepnością

Amortyzacja w rowerze »

Styl życia >> Piotr Kuszyński


Hulajnoga przełamuje lody

Z Piotrem Kuszyńskim, który na hulajnodze przejechał 2100 kilometrów, rozmawia Jakub Terakowski
Noga stojąca jest bardziej obciążona, warto ją zmieniać co kilka odepchnięć
Nazwałeś swoją podróż dość zagadkowo: „Od wschodu do zachodu, czyli z północy na południe”. Skąd dokąd zatem jechałeś?
– Forrest Gump pewnego dnia postanowił sobie pobiegać, a ja pojeździć na hulajnodze (śmiech). Wyruszając z domu w Inowrocławiu, nie miałem pojęcia, dokąd zmierzam. Moje fantazje krążyły wokół Słowenii, Chorwacji i Hiszpanii. Wszystkie te miejsca wymagały drogi z góry do dołu, czyli właśnie z północy na południe. Nie miejsce, a przygody były priorytetem. Ta podróż była kwintesencją mnie – zero logiki i spontan do kwadratu. 
A dlaczego od wschodu do zachodu? Bo założyłem, że chcę funkcjonować zgodnie z rytmem słońca. Bez zegarków, kalendarzy i innych czasomierzy – wszak szczęśliwi czasu nie liczą. Pierwszy człon nazwy mojej wyprawy nie ma zatem nic wspólnego z kierunkami świata.

Gdzie więc ostatecznie dotarłeś?
– Objechałem Polskę prawie dookoła.

Skąd ta nagła zmiana?
– W kontekście tej podróży ciężko operować pojęciem zmiana. Ruszając, nie wiedziałem nawet, czy wrócę za tydzień, czy za dwa miesiące. Jedyną mapą, jaka mi towarzyszyła, była prawie dwudziestoletnia mapa... Francji. Woziłem też zestaw garnków i zapas ryżu, choć nie miałem kuchenki, by ich ewentualnie użyć.
To była moja pierwsza podróż na hulajnodze. Pierwszy kryzys dopadł mnie już po 30 kilometrach. Czułem się wyeksploatowany. Pomyślałem wtedy, że to nie ma prawa się udać. Postanowiłem jednak, że dotrę do Krakowa, nawet gdybym pozostałe 450 kilometrów miał się czołgać z hulajnogą na plecach. A stamtąd wrócę już autobusem.

Ale nie wróciłeś.
– Nie. Życie w drodze to mój żywioł, kilka noclegów w namiocie i czułem się jak nowo narodzony. W Krakowie poczułem, że mogę wszystko. Wtedy dowiedziałem się jednak, że muszę przed końcem września zgłosić się w Gdańsku, na uczelnię, aby zdać egzamin z żeglarstwa. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Archiwum Piotra Kuszyńskiego