okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 4/2016 >> Jak spełniły się moje marzenia

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Jak spełniły się moje marzenia

Sławomir Bajew
 
Jakoś niedawno to było. Kilka, może kilkanaście dni wstecz. Wymęczony nijaką marcową aurą zalegam na kanapie ciężki, jak przedwojenny rower, i sflaczały, jak przebita dętka, a tu świergot słyszę najsłodszy z ust młodszej z mych córek: – Tatuś, a w wakacje to myślisz, żebym mogła pojechać na rower? 
Zamurowało mnie. Osłupiałem najpierw, a chwilę potem osowiałem, bo od wielu lat nie mogłem jej przekonać do rowerowych wyjazdów, aż tu ni stąd, ni zowąd takie pytanie. 
W głowie panika. Jak nie spłoszyć jej myśli, które w tak pożądanym przeze mnie kierunku wreszcie powędrowały? – A o czym myślisz? – podtrzymuję ostrożnie temat. Cisza, która zalega przez kilka sekund, wydaje mi się wiecznością. Nie mogę jeszcze uwierzyć w szczęście, że wreszcie wśród moich dzieci jest takie, któremu zachciało się samodzielnie spróbować rowerowego szaleństwa z sakwami. – No nie wiem... – ona na to. 
– Myślisz, że dałabym radę pojechać na taką wyprawę, na jakie ty jeździsz? 
Nie zastanawiam się długo i odpowiadam, że na pewno, że to nic trudnego, że nawet szczególnie trenować nie trzeba, tylko tyłek do siodełka przyzwyczaić, że radość, spotkania i jeszcze inne tysięczne zalety wymieniam, strzelając słowami jak karabin maszynowy. – Sama? – to pytanie powoduje, że zapala mi się lampka ostrzegawcza w głowie. Mój RODZIC wychodzi z ukrycia i dominuje pana rowerzystę. – Sama to raczej nie, bo trzeba przynajmniej troszeczkę już znać się na tym. Zdarzają się awarie, nie zawsze jest gdzie bezpiecznie przenocować – nie skonsumowawszy jeszcze radości z jej wyprawowych chęci, pan RODZIC zaczyna gderać o potrzebnym doświadczeniu, o bezpieczeństwie, że jest drobną blondyneczką, która ledwie co osiągnęła pełnoletność. 
Tragedia. Co zrobić? Jak uratować to wyklute w niej po wieloletnim staraniu rowerowe życie? – Może pojedziesz z jakimiś koleżankami i kolegami? – próbuję podpowiadać, mając nadzieję, że wśród jej znajomych znajdą się tacy, którym z tego typu wakacjami będzie po drodze. 
– Oszalałeś? Nikt ze mną nie pojedzie! – odpowiedź jest szybka i ostra. – Może jednak ktoś...? – zaczynam walkę o znajomych, ale już po trzech słowach trafia we mnie, naładowane tym szczególnym zniecierpliwieniem nastolatki, króciutkie i kończące wątek: – NIE! 
Pat trwa kilka chwil. Szukam panicznie rozwiązania, bo z jednej strony RODZIC pełen obawy, ale z drugiej szwendacz rowerowy, nasycony wieloma pięknymi doświadczeniami z rowerowych podróży, chce czegoś pięknego dla swojego dziecka. Nigdy wcześniej nie byłem w takiej sytuacji. Może zaakceptuje kogoś z moich znajomych? Kogoś, komu ja też mógłbym zaufać. Nie przychodzi mi do głowy nikt, ale nie z tego powodu, że nie mam znajomych, którym ufam. Po prostu większość rowerowych znajomych to prawdziwi kilerzy, przeważnie ekstremalnie daleko i oszczędnie jeżdżący, a tu chodzi o swobodne turlanie jakieś 50 kilometrów dziennie i noclegi pod dachem, a nie w paśniku... Wreszcie jest pomysł. – Znajdziemy coś w internecie – odzywam się po dłuższej chwili. – Są organizowane wakacje na rowerze dla początkujących. Jedzie się pod opieką przewodników, w towarzystwie innych ludzi z asystą wozu technicznego. Jest bezpiecznie i sympatycznie – mówię te słowa z przekonaniem, bo sam dwukrotnie jeździłem na takie wakacje w zamierzchłych czasach. Teraz może być tylko lepiej. – Ale ja bym chciała po Polsce... – wlewa się w moje uszy słodycz tego żądania i już po chwili wiem, że tydzień w lipcu młodsza córka spędzi na Mazurach, śmigając na rowerze. To nic, że zapłacę za to tyle, ile sam wydaję podczas miesiąca podróżowania. Żadne pieniądze nie będą dla mnie za duże, jeśli rowerowa pasja okrzepnie w niej i zacznie się rozwijać. Kochani, nie traćcie nadziei! Nawet te nie do końca zależne od nas marzenia widać też się spełniają. Cierpliwości Wam życzę! 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz poznańskiego Radia Merkury, prowadzi Listę Przebojów, w paśmie przedpołudniowym prowadzi Babie Lato, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.
 

 



Zdjęcie: Sławomir Bajew
 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164