okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 3/2016 >> Paprykarze jadą na Wschód!

poradniki

Mocne, trwałe i skuteczne

Takie są właśnie nowoczesne hamulce tarczowe. Bez względu na warunki i pogodę zahamują kiedy trzeba.   Początek lat 90. ubiegłego... »

Na szlaku >> z Rzeszowa do Lublina


Paprykarze jadą na Wschód!

Joanna Ziemak-Lis
Zamek w Lublinie – kres podróży
Pomysł, że Paprykarze (jak potocznie nazywa się mieszkańców Szczecina) pojadą na Wschód, pojawił się w związku z ideą objechania Polski dookoła. Mamy już za sobą wyprawę wzdłuż północnej granicy (całe wybrzeże), niektórzy z naszej trójki przejechali również szlak Odra – Nysa… A Wschód? 
 
Wschód do tej pory nie był eksplorowany przez nikogo z nas. Tej części kraju nie zwiedzał również żaden z naszych rowerowych przyjaciół. Aż się prosiło, żeby celem następnego wyjazdu uczynić właśnie wschodnią granicę Polski. Kiedy panowie usiedli do planowania trasy, okazało się, że czeka na niej tyle atrakcji, iż nie jest możliwe przebycie całej wschodniej granicy w zakładanym czasie – pięciu dni do tygodnia. Bo jakże ominąć Radruż? Jak nie zwiedzić zamku w Łańcucie? Czy można potraktować pobieżnie błota poleskie albo miasto trzech kultur, jakim jest Włodawa? Jak wreszcie nie spróbować pysznej kuchni w restauracji-skansenie w Przeworsku? Decyzja zapadła. Jedziemy, a raczej lecimy z Rzeszowa do Lublina! I zobaczymy, co nas tam spotka. 
Już sam transport rowerów do Rzeszowa był nie lada wyzwaniem. Nasze jednoślady zapakowane w kartony, ze zdemontowanymi kołami (z których spuszczono powietrze!), zdjętymi przerzutkami stawiły się wraz z nami na lotnisku w Goleniowie. Miały lecieć jako bagaż główny (w każdym kartonie mieliśmy po sakwie zawierającej przedmioty zakazane w kabinie, jak scyzoryki, narzędzia itp.). Druga sakwa miała być bagażem podręcznym. Okazało się, że teoria teorią, regulamin regulaminem, infolinia infolinią, rezerwacja rezerwacją, a życie życiem – personel lotniska nadal nic nie wie na temat tego, żeby nasze rowery miały gdziekolwiek lecieć! Szczęśliwie, dzięki pomocy i dużemu zaangażowaniu pracownicy lotniska w Goleniowie, rowery poleciały i nawet zdążyły się przesiąść w Warszawie. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Bartłomiej Lis, Radosław Maciaszczyk