okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 3/2016 >> Nigdy nie będzie takiego lata

nowości

Domowe wyścigi

Pogoda tej wiosny nas nie rozpieszcza, więc jeśli nie lubicie moknąć na rowerowej wyprawie, w oczekiwaniu na piękną aurę można zająć się... »

Butelka wielofunkcyjna

Na jednej z platform służących do zbierania pieniędzy na realizację ciekawych projektów zaprezentowano interesujący projekt butelki.... »

Ciepło i wygodnie

Damska koszulka termiczna marki Bontrager została wykonana z miękkiej, elastycznej i lekkiej tkaniny Profila Thermal. Zamek sięga do połowy... »

Grafen w oponie?

Grafen to rewolucyjny materiał pochodzący z grafitu i wykazujący niesamowite właściwości. Jest to jednoatomowej grubości struktura cząstek... »

E-sakwa?

Ortlieb nie zamierza przegapić e-bike'owego szaleństwa, więc zaprezentował sakwę do rowerów elektrycznych! Na szczęście sakwa nie ma... »

Shimano do gravela

Japoński producent właśnie przygotowuje pierwszą partię osprzętu zupełnie nowej grupy. GRX została opracowana z myślą o rowerach... »

poradniki

Pod napięciem

Szmer elektrycznego silnika przenosi nas w zupełnie inny wymiar rowerowej przygody. Od teraz wszystko jest jakby inne. Podjazdy bardziej płaskie, a... »

Na szlaku >> z Beskidu Niskiego w Bieszczady


Nigdy nie będzie takiego lata

Krzysztof Grabowski
Nieistniejąca wieś Dźwiniacz Górny
Kiedy Bogusław Linda z ogromną tęsknotą melorecytował kolejne frazy piosenki „Filandia” przy nieśpiesznym akompaniamencie Świetlików, nie przypuszczałem, że i mi kiedyś trafi się takie „ostatnie” lato. Pod wieloma względami rzeczywiście nigdy już nie będzie tak samo, jak w roku ubiegłym, podczas letniej kanikuły, na trasie od Beskidu Niskiego po Bieszczady. Sporo rzeczy wydarzyło się wtedy pierwszy raz, stając się niepowtarzalnymi. 
 
Już samo planowanie wyprawy odbywało się inaczej niż zwykle, czyli tak, by w terenie nie było improwizacji i niespodzianek. Precyzyjną trasę przejazdu opracował mój brat, dla którego miał to być pierwszy wyjazd rowerowy z bagażem. Samochodem stawiliśmy się w agroturystyce „Zacisze”, u gospodarzy, z którymi wcześniej umówiliśmy się na przechowanie auta. Początkiem pętli rowerowej stał się Rzepiennik Biskupi, leżący na skraju Beskidu Niskiego, a precyzyjniej mówiąc, na terenie Pogórza Ciężkowickiego, znanego mi już z dawnego i miło wspominanego wyjazdu. Przejechanie trasy długości 450 kilometrów, zaprojektowanej w sporej mierze po szlakach pieszych i rowerowych, mogło się udać tylko w sprzyjających warunkach, na które przez ponad tydzień w nieprzewidywalnych górach mógł liczyć tylko szaleniec. A jednak się udało. Nigdy nie będzie takiego lata, już nigdy pogoda w Bieszczadach nie będzie taka piękna, a drogi takie suche i szlaki bez błota (prawie). 
Zaczynamy od rozgrzewki na asfalcie, potrzebnej do rozkręcenia nóg i sprawdzenia, jak zachowują się namiot, śpiwory, materace i inne bagaże przytroczone do naszych w pełni amortyzowanych rowerów górskich. Pierwszy odpoczynek od upału znajdujemy na kolorowym przystanku autobusowym z wtopionymi weń fragmentami glinianych naczyń, co od razu przywodzi mi na myśl wspomnienia z Ukrainy, gdzie takich uroczo kiczowatych przystanków jest mnóstwo. 
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Krzysztof Grabowski