okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 3/2016 >> Długi powrót z długiego zimowania

poradniki

Mocne, trwałe i skuteczne

Takie są właśnie nowoczesne hamulce tarczowe. Bez względu na warunki i pogodę zahamują kiedy trzeba.   Początek lat 90. ubiegłego... »

Korespondencja >> z Sewilli do Polski


Długi powrót z długiego zimowania

Aleksandra Pająk-Gałęza
I tak turlaliśmy się od spotkania do spotkania, od zakrętu do zakrętu, od jednej pięknej polany na nocleg do kolejnej
Zima wciąż straszyła w Polsce. Lądując w połowie lutego 2015 roku w Sewilli, nie skierowaliśmy się od razu na północny wschód, tylko ruszyliśmy znowu na południe w poszukiwaniu ciepłych promieni słońca. Te promienie ogrzewały nas również w Maroku, w którym postanowiliśmy przeczekać zimę [naszą relację z podróży po Maroku publikowaliśmy w numerze 6 (88) 2015]. 
 
Była sobota, późny wieczór, choć słońce jeszcze grzało. Wyciągnęliśmy z pudeł rowery i niespiesznie zaczęliśmy je skręcać. Na nowo pakowaliśmy sakwy, by móc ruszyć w drogę. Cały proces utrudniali Kajtek z Rutą, skrupulatnie robiąc przegląd dopiero co spakowanej sakwy… i zabawa zaczynała się od nowa. W końcu dotarło do nas, że szanse na przygotowanie się do podróży tego wieczoru są nikłe. Odpuściliśmy i rozbiliśmy namiot, przecież jutro też jest dzień. 
Dzień nadszedł, ale była to niedziela. My bez butli gazowej i bez większych zapasów, a to przecież Hiszpania i sklepy są pozamykane. To nic, kolejną noc spędzamy koło supermarketu, ale już prawie gotowi do drogi. Rowery skręcone, naoliwione, gumy dopompowane, sakwy przytroczone. Ruszamy w końcu na południe, maluchy dzielnie znoszą jazdę po pięknych, lekko pagórkowatych terenach Andaluzji. Słońce daje radę, więc i nam uśmiech nie schodzi z twarzy. Ogarnięcie przelotu z dzieciakami i rowerami jest jednak wyczerpujące, więc zatrzymujemy się u gospodarza z warmshowers. Chcemy przez chwilę poczuć się jak w domu, wyprać, wymyć, posiedzieć. To był dobry czas, ale po trzech dniach już wiemy, że możemy jechać dalej. Ba, nawet nie tyle, że możemy, ale potrzebujemy tego. Bycie w drodze w dziwny sposób uzależnia i mimo zmęczenia, mimo czasem kompletnego braku sił, coś ciągnie do przodu. Nie w konkretne miejsce, tych mamy nadzwyczaj mało. 
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Aleksandra Pająk-Gałęza