okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

strona główna >> 3/2016 >> Nasz numer 1 na świecie

nowości

Domowe wyścigi

Pogoda tej wiosny nas nie rozpieszcza, więc jeśli nie lubicie moknąć na rowerowej wyprawie, w oczekiwaniu na piękną aurę można zająć się... »

Butelka wielofunkcyjna

Na jednej z platform służących do zbierania pieniędzy na realizację ciekawych projektów zaprezentowano interesujący projekt butelki.... »

Ciepło i wygodnie

Damska koszulka termiczna marki Bontrager została wykonana z miękkiej, elastycznej i lekkiej tkaniny Profila Thermal. Zamek sięga do połowy... »

Grafen w oponie?

Grafen to rewolucyjny materiał pochodzący z grafitu i wykazujący niesamowite właściwości. Jest to jednoatomowej grubości struktura cząstek... »

E-sakwa?

Ortlieb nie zamierza przegapić e-bike'owego szaleństwa, więc zaprezentował sakwę do rowerów elektrycznych! Na szczęście sakwa nie ma... »

Shimano do gravela

Japoński producent właśnie przygotowuje pierwszą partię osprzętu zupełnie nowej grupy. GRX została opracowana z myślą o rowerach... »

poradniki

Pod napięciem

Szmer elektrycznego silnika przenosi nas w zupełnie inny wymiar rowerowej przygody. Od teraz wszystko jest jakby inne. Podjazdy bardziej płaskie, a... »

Korespondencja >> Boliwia


Nasz numer 1 na świecie

Daria Grzybowska
Ucieczka przed burzą na solnej pustyni Salar de Uyuni... niestety nieudana
Kiedy pierwszy raz przekroczyliśmy granicę z Boliwią, wiedzieliśmy od razu, że tak szybko z niej nie wyjedziemy. To była miłość od pierwszego wejrzenia, która zatrzymała nas na długie i piękne trzy miesiące.
 
Podróżując po tym kraju, trzeba mieć czas, żeby chłonąć w spokoju przepiękne widoki i cieszyć się naturą mieszkańców, oraz cierpliwość ze względu na drogi (asfaltowa jest tylko główna trasa do stolicy, reszta to żwir, piach i kamienie). Trzeba też mieć kondycję, ponieważ Boliwia to kraj położony w samym centrum Andów i wysokości sięgają 5000 metrów n.p.m. Gdy spełnimy te trzy warunki, boliwijska miłość zostanie odwzajemniona. 
Z chwilą wyjazdu z Paragwaju i przekroczenia granicy z Boliwią zmienia się wszystko. Nagle zabójcza paragwajska temperatura spada o parę stopni, wieje rześki wiatr, a prosta jak drut droga zaczyna falować z tendencją zwyżkową. Na horyzoncie widzimy zarysy gór, w których kierunku jedziemy. To Andy, najdłuższy łańcuch górski na Ziemi. Nasze mięśnie po płaskim odcinku zapomniały, co to podjazdy, ale już tego samego dnia szybko sobie o tym przypominają, bo wąska, szutrowa ścieżynka pośród gęstego lasu zaczyna piąć się w górę. I pomyśleć, że tak wygląda główna droga na zachód, którą jeździ sporo ciężarówek… Aż dreszcz przechodzi po plecach, gdy widzimy wymijające się nawzajem auta, przejeżdżające parę centymetrów od przepaści. Kilka dni później osiągamy wysokość 3300 metrów n.p.m. i wjeżdżamy na płaskowyż Altiplano. Z każdym metrem czujemy coraz większą zadyszkę, zawroty głowy i inne objawy świadczące o tym, że jesteśmy wysoko w górach. Na takich wysokościach bardzo ważna jest aklimatyzacja, zbyt szybki wjazd może być przyczyną choroby wysokościowej. Na szczęście rowerzyście to nie grozi, a w minimalizowaniu objawów pomocne stają się liście koki, którą w górach żuje prawie każdy. To zakorzeniony od wieków zwyczaj w kulturze całego obszaru Andów. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Marcin Grzybowski