okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 2/2016 >> Musicie być świadomi ryzyka!

nowości

Widelec na opak

RST powraca do produkcji amortyzatorów typu upside-down, w których golenie dolne wsuwają się w górne. Jest to rozwiązanie,... »

Bikepacking z Crosso

Na razie ostrożnie, ale marka Crosso pojawia się w światku bikepackersów za sprawą kolekcji Zipper, na którą jak do tej pory... »

Extrawheel nowej generacji

Extrawheel to znana nie tylko polskim podróżnikom rowerowym nasza rodzima firma oferująca unikalną, jednokołową przyczepkę rowerową. Od... »

Powrót kosmitów

Topeak zaprezentował kolejne wcielenie swojego najbardziej wszechstronnego multitoola. ALiEN™ S (ang. obcy) posiada aż 31 funkcji, więc... »

Bycze manetki

Shimano Metrea, czyli topowa grupa osprzętu przeznaczona dla cyklistów miejskich i cykloturystów ma w swojej kolekcji wiele ciekawych... »

poradniki

Nie trać głowy

Niespełna trzy centymetry. Taką w przybliżeniu mają grubość ścianki większości rowerowych kasków. Tak niewiele i aż tyle chroni... »

Korespondencja >> Australia, część II


Musicie być świadomi ryzyka!

Michał Sitarz
Przez rzekę Barnett (Gibb River Road)
Pierwsze dwa dni na Gibb River Road to mozolne brnięcie, nieustanne wstrząsy, które solidnie dają się we znaki naszym ciałom i naszym rowerom. Przypuszczam, że nawet najwięksi rowerowi masochiści musieliby się bardzo postarać, aby uznać początkowe 150 kilometrów za przyjemne. 
 
Pewien kierowca stwierdza, że po 200 kilometrach nawierzchnia poprawi się. W opinii innego równiarka dotarła do punktu oddalonego o 320 kilometrów od rzeki Pentecost i druga część drogi będzie wyraźnie lepsza. Jakże kłóci się to z opinią niemłodej już pary z potężnej toyoty, która z przekonaniem stwierdza, że przejechawszy całość trasy, nie dostrzegli jakiejś wyraźnej różnicy w jakości nawierzchni. Na całym odcinku będzie równie fatalna. 
Przekraczamy kilka absolutnie przepięknych rzek, takich jak Durrack, Hann czy Barnett. W ich sąsiedztwie rosną okazałe drzewa papierowe, potężne drzewa białe i żółte oraz wiele innych przedstawicieli eukaliptusów. Do tego niezliczona liczba ptaków najprzeróżniejszych gatunków. Tutejsze rzeki wytworzyły w krajobrazie Kimberley wiele spektakularnych wąwozów, które wypełnione krystalicznie czystą wodą dają nam wytchnienie w upalne dni. Każdy jest inny od poprzedniego. W Barnett nie ma żywej duszy, jest za to najczystsza woda, w jakiej dane nam było się kąpać. Manning oferuje możliwość pływania pod pięknym wodospadem, Galvans jest kameralny, ukryty wśród gęstych zarośli. Przejeżdżamy przez Góry Króla Leopolda, które urzekają pięknem skał, egzotyką, bujną roślinnością. W wąwozie Windjana przechadzamy się w bliskości kilkudziesięciu krokodyli wylegujących się w słońcu. To tak zwane freshies, krokodyle słodkowodne, nieczęsto decydujące się otworzyć paszczę pełną wielkich i ostrych zębów na człowieka. Nie mniej interesujące od krokodyli są wysokie na kilkadziesiąt metrów ściany wąwozu, które miliony lat temu były częścią wielkiej rafy. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Michał Sitarz