okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2016 >> Kto tu rządzi, a kto jest malutki

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Islandia


Kto tu rządzi, a kto jest malutki

Sonia Pańta
Nad jeziorem Þingvallavatn znaleźliśmy ukojenie po trudach pierwszego dnia podróży
Na rowerach jeździmy, tyle że po mieście. Marysię ze sobą wozimy, ale w foteliku. I nagle postanowiliśmy przesadzić córeczkę do przyczepki. A potem już się potoczyło – to może za miasto, to może 30 kilometrów, to może 70 kilometrów, to może gdzieś dalej, może na dłużej... A może po prostu spakujemy sakwy i gdzieś pojedziemy?
 
Lądujemy w mglistym Keflavíku. Łapiemy autobus i przyklejamy nosy do szyby. Czy jesteśmy na Księżycu? Wygląda cudownie. Dojeżdżamy do Reykjavíku, gdzie zaczyna się nasza trasa – niemal 300 kilometrów szlakiem Golden Circle. Chyba darujemy sobie zwiedzanie miasta, przecież rowery już na nas czekają. Słońce nieśmiało przebija się przez chmury. Dobrze nas to nastraja i jesteśmy coraz bardziej podekscytowani. Marysia biega dookoła i urządza swoje mało królestwo na kółkach. Już nie może się doczekać, kiedy wsiądzie do środka z ukochaną pluszową foczką. Tylko ona, jako jedyny pluszak z kolekcji, ruszyła w podróż z nami. Przepakowujemy dobytek w sakwy i jesteśmy gotowi do drogi. Musimy jeszcze wydostać się z miasta, a po drodze zrobić zakupy. Marysia zdążyła już zasnąć i nie widzi tego co my – ciężkich chmur. Coraz cięższych. Spadają pierwsze kropelki deszczu, potem coraz większe i coraz więcej. 
Zakładamy kurtki. Leje – i to jak! Zatrzymujemy się pod mostem, by oszacować straty i podsumować pierwszą islandzką lekcję. Mokro nam, ale przecież to tylko deszcz. Zaglądamy do śpiącej córeczki i ze zgrozą odkrywamy, że ona również jest przemoczona. Przyczepka przemaka! Jak to możliwe?! Zdejmujemy z malutkiej mokre ciuchy, osłaniamy przyczepkę naszą peleryną i szukamy lepszego schronienia. Zatrzymujemy się na stacji benzynowej, by zebrać myśli i ogarnąć ten bałagan. Odkrywamy, że w podwoziu przyczepki zamokły także śpiwory i buty Marysi. 

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Sonia Pańta