okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 1/2016 >> Fefry i On

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Fefry i On

Sławomir Bajew
 
To dopiero będzie. Jakieś fefry mam. Kiedy w Poznaniu ktoś ma fefry, znaczy to, że się boi. Moje fefry nie są strachem w znanej z horrorów postaci, a raczej tremą, obawą, niepewnością... Szykuję się na nasze spotkanie. Ale musisz wybaczyć, że za pierwszym razem przyjdę bez Niego. Nie zabiorę Go ze sobą. Zresztą On wcale w tym wypadku nie jest ważny, choć zdaje się, że bez Niego nasze drogi nigdy by się nie zeszły na ostatniej stronie „Rowertouru”. Może zatem Jego rola nie jest tak zupełnie marginalna? Czasem się w tym gubię i zarówno przedmiotom, jak i ludziom nieadekwatnie do ich wkładu przydaję znaczeń. 
Chodzi o nasze spotkanie na gali „Rowertouru”. To święto roweru jest i święto ludzi na rowerach. Święto pasjonatów podróży, wędrówek, święto włóczykijów i mechaników rowerowych. Tu spotykają się kiwający ze zrozumieniem głowami dziadziowie i opuszczające ze zdziwienia szczęki młokosy. Będzie gala jak ta lala! Ale swojego roweru na galę nie zabieram, zatem Go nie zobaczysz. Wolałbym, prawdę mówiąc, ten czas świąteczny rowertourowej gali wykorzystać na rozmowy o nas niż o rowerach. Choć przecież rowerki to dla nas taki wdzięczny pretekst. Będą opowieści o rowerowej treści, będziemy żartować, ale też całkiem serio ściskać się przy przekazywaniu nagród. To spotkanie na gali jest naturalną bardzo sposobnością do zadzierzgania więzi, oby trwałych jak rowerowy łańcuch. 
Wero, Czytelniczki, Czytelnicy! Apel do Was, byśmy się jak najliczniej spotkali na tegorocznym rowertourowym święcie w Poznaniu. Czasy mamy, jakie mamy. Sami widzicie, że nie jest za ciekawie. Sporo napięć na świecie, w Europie, w kraju. Myślę, że tym bardziej zbliżać się powinni do siebie ci, których łączy zdecydowanie pokojowo ukierunkowana pasja. Rower jest symbolem wolności. Rower – ów On, ważny dla nas nieomal jak osoba, z którą jesteśmy zżyci. Wiem, że Ty ze swoim jesteś już prawie dwadzieścia lat... Rowerem dojedziesz, gdzie tylko zechcesz. Przez granice Europy i wszystkie kontynenty. Niech nie wrócą granice, niech wróci pokój. Może nasz głos puszczony w światową sieć będzie malutkim kamyczkiem, który zacznie przeważać szalę losów ludzkich na stronę dobra. Gdyby każdy, kto jeździ na rowerze, robił tylko jedną dobrą rzecz (na rzecz pokoju oczywiście) dziennie i jednocześnie nie robił żadnej złej, to w dwa tygodnie puścilibyśmy z torbami przemysł zbrojeniowy. Puszczamy? Wiem, wiem... Sceptyk i we mnie trzyma się mocno. Ale kiedy się spotkamy, to i o tym pogadajmy. Dla mnie jeżdżenie na rowerze to, oprócz ogromnej „cielesnej” frajdy, również kapitalna okazja do spotkań z ludźmi (w tym z samym sobą). Gala czyni ku temu cudowną okazję. Mam fefry, mam. I co z tego? Przecież wszyscy co jakiś czas je mamy. Niekiedy z bardzo błahych powodów. Na rowerze nauczyłem się, że fefrów nie da się wyeliminować, 
ale da pokonać. Jak? Jak się spotkamy, to pogadamy! 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz poznańskiego Radia Merkury, prowadzi Listę Przebojów, w paśmie przedpołudniowym prowadzi Babie Lato, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.
 


Zdjęcie: Sławomir Bajew