okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2015 >> O podjazdach nie myślałam

poradniki

Podręczny warsztat

Rowerowy niezbędnik to coś więcej niż kilka imbusów i podstawowych wkrętaków. Gdy spotka Was trudna sytuacja na szlaku,... »

Na szlaku >> przez Beskidy i Tatry w Bieszczady


O podjazdach nie myślałam

Aleksandra Mańczyk
Widok na Niżne Tatry w okolicach miejscowości Podtureň
Idea tej wyprawy zrodziła się, gdy moja przyjaciółka powiedziała mi, że wybiera się z dziećmi w Bieszczady. Pomyślałam, że mogłabym do nich dołączyć, ale drogę pokonałabym rowerem. Ot, pomysł na wakacje, jakie lubię: trochę wędrownego życia, piękne widoki górskie do fotografowania, no i... długie zjazdy. O podjazdach nie myślałam, bo i po co. 
 
Do Żywca dojeżdżam pociągiem z Katowic. W pociągu myślę o tym, jak przebiegnie ta samotna wyprawa, czy dam radę fizycznie i czy nie będzie mi brakowało kompana podróży. Na dworcu jednak myśli się rozpraszają – czas ruszać ku przygodzie! Dzięki pomocy życzliwych ludzi omijam objazd drogowy przez Sołę i trafiam na kładkę dla pieszych. Dalej droga ciągnie się ku obrzeżom miasta, a potem przez liczne miejscowości. Przed Korbielowem nachylenie terenu zwiększa się, natomiast końcowa część podjazdu na przełęcz Glinne jest dość ostra (6-7 procent nachylenia). Natychmiast uszczuplają się co nieco moje zapasy słodyczy i wody. Na przełęczy rozkładam się błogo na trawce i mając przed sobą widok na Pilsko, rozkoszuję chwilą relaksu, tym bardziej, że za chwilę czeka mnie zjazd. Gdy kupuję wodę, miła pani i pan nie mogą się nadziwić, że podróżuję sama. Przekonują, że łatwiej we dwoje, że raźniej i w razie awarii ktoś pomoże. Ponieważ stawiam na optymistyczny przebieg wyprawy, niezrażona i z uśmiechem ruszam w dalszą drogę. 
Przekraczam granicę polsko-słowacką i pędzę z górki na pazurki! Piękne widoki, w oddali po lewej widać Babią Górę. A jeszcze dalej zaczynają się zarysowywać Tatry. Robi się bardzo gorąco, a ja jadę i jadę przez niekończące się miejscowości. Nachylenie trasy na szczęście ma tendencję spadkową. W końcu docieram do jeziora Oravska priehrada i sunę wzdłuż jego południowego brzegu. Cieszę się wytchnieniem w cieniu przydrożnych lasów. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Aleksandra Mańczyk