okładka
okładka
strona główna w numerze nagroda Rowertouru kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2015 >> O podjazdach nie myślałam

nowości

Kierownica na wypasie

Controltech to najwyższa półka wśród producentów części rowerowych, marka specjalizująca się w produkcji kierownic,... »

Spokojna głowa (rodzica)

W ofercie niemieckiej marki Uvex znajdziecie wiele ciekawych kasków, ale naszą uwagę zwrócił model Quatro Junior – kask o... »

Angi zadzwoni

Od kwietnia 2018 roku w każdym nowym samochodzie sprzedawanym w Unii Europejskiej obowiązkowo musi być zamontowany system eCall, który w... »

Koszulka z bąbelkami?

Uniwersalny podkoszulek średniej grubości, który zapewnia ciepło i doskonale odprowadza wilgoć, zapewne nie znalazłby miejsca na łamach... »

Licznik inaczej

Cat-eye zaprezentował zwykły, bezprzewodowy licznik, za to w niezwykłej formie. Licznik jest zintegrowany z uchwytem, zajmuje mało miejsca,... »

Pompka nożna

Stalowe konstrukcje do pompowania opon, które królowały na bazarach w latach 90., widuje się coraz rzadziej, ale SKS uważa, że... »

poradniki

Jak je wyprostować

Z pewnością nieraz zastanawialiście się, dlaczego koła w Waszych jednośladach się krzywią i czy da się je wyprostować w warunkach... »

Po zmroku

Choć używamy ich przez cały rok, to właśnie w okresie jesienno-zimowym mają do wykonania największą robotę. Lampki rowerowe prowadzą nas... »

Na szlaku >> przez Beskidy i Tatry w Bieszczady


O podjazdach nie myślałam

Aleksandra Mańczyk
Widok na Niżne Tatry w okolicach miejscowości Podtureň
Idea tej wyprawy zrodziła się, gdy moja przyjaciółka powiedziała mi, że wybiera się z dziećmi w Bieszczady. Pomyślałam, że mogłabym do nich dołączyć, ale drogę pokonałabym rowerem. Ot, pomysł na wakacje, jakie lubię: trochę wędrownego życia, piękne widoki górskie do fotografowania, no i... długie zjazdy. O podjazdach nie myślałam, bo i po co. 
 
Do Żywca dojeżdżam pociągiem z Katowic. W pociągu myślę o tym, jak przebiegnie ta samotna wyprawa, czy dam radę fizycznie i czy nie będzie mi brakowało kompana podróży. Na dworcu jednak myśli się rozpraszają – czas ruszać ku przygodzie! Dzięki pomocy życzliwych ludzi omijam objazd drogowy przez Sołę i trafiam na kładkę dla pieszych. Dalej droga ciągnie się ku obrzeżom miasta, a potem przez liczne miejscowości. Przed Korbielowem nachylenie terenu zwiększa się, natomiast końcowa część podjazdu na przełęcz Glinne jest dość ostra (6-7 procent nachylenia). Natychmiast uszczuplają się co nieco moje zapasy słodyczy i wody. Na przełęczy rozkładam się błogo na trawce i mając przed sobą widok na Pilsko, rozkoszuję chwilą relaksu, tym bardziej, że za chwilę czeka mnie zjazd. Gdy kupuję wodę, miła pani i pan nie mogą się nadziwić, że podróżuję sama. Przekonują, że łatwiej we dwoje, że raźniej i w razie awarii ktoś pomoże. Ponieważ stawiam na optymistyczny przebieg wyprawy, niezrażona i z uśmiechem ruszam w dalszą drogę. 
Przekraczam granicę polsko-słowacką i pędzę z górki na pazurki! Piękne widoki, w oddali po lewej widać Babią Górę. A jeszcze dalej zaczynają się zarysowywać Tatry. Robi się bardzo gorąco, a ja jadę i jadę przez niekończące się miejscowości. Nachylenie trasy na szczęście ma tendencję spadkową. W końcu docieram do jeziora Oravska priehrada i sunę wzdłuż jego południowego brzegu. Cieszę się wytchnieniem w cieniu przydrożnych lasów. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 
 


Zdjęcie: Aleksandra Mańczyk