okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 11/2015 >> Kraina tysiąca jezior

poradniki

Podręczny warsztat

Rowerowy niezbędnik to coś więcej niż kilka imbusów i podstawowych wkrętaków. Gdy spotka Was trudna sytuacja na szlaku,... »

Na szlaku >> Austria - Salzkammergut


Kraina tysiąca jezior

Karol Trojanowski
Górska wioska Hallstatt, wciśnięta między skaliste zbocza a spokojną taflę jeziora
Salzkammergut – to ojczyzna krystalicznie czystych, alpejskich jezior, położona na pograniczu trzech austriackich landów: Górnej Austrii, Styrii i Salzburga. W ciemnobłękitnej toni przeglądają się tu strzeliste wieże kościołów i kolorowe, ukwiecone fasady wiekowych domów. Dookoła zaś króluje alpejska przyroda – urwiste skały, cieniste bory i zielone hale. Nie dziwię się, że właśnie w Salzkammergut śmietanka cesarskiego dworu spędzała kanikułę. 
 
Pierwszą noc spędzamy pod namiotem na kempingu Plomberg, nad brzegiem jeziora Mondsee. Liczymy na to, że zostawimy tu nasze auto, podczas gdy sami, już na rowerach, ruszymy na kilkudniowy objazd regionu. Jednakże stanowcze „nein” właścicielki kempingu zmusza nas do zmiany planów. Zostawiamy auto nieopodal, pod skałką wspinaczkową, gdzie większość parkujących tu Austriaków, wyposażonych w kaski, czekany i liny, wyrusza na zdobywanie ostrych grani Drachenwand (1176 m n.p.m.). My również zakładamy kaski, tyle że rowerowe, na jednoślady przypinamy wypchane sakwy i odjeżdżamy wzdłuż Mondsee, w kierunku wskazanym przez żółte tablice z oznaczeniem trasy rowerowej R2 – Salzkammergut Radweg. 
Po kilku kilometrach mamy pierwszy dylemat – trasa pokazuje dwa warianty: można jechać w prawo, w kierunku górskich jezior Wolfgangsee i dalej Hallstätter See, ale rowerzyści już na początku muszą się zmierzyć z ostrym podjazdem, albo wybrać trasę zgodną z ruchem wskazówek zegara – czyli zacząć od niżej położonego jeziora Attersee. Jako że pierwszy wariant mógłby nadwerężyć naszą motywację już na początku wyprawy (do tego zapowiada się bardzo upalny dzień), wybór jest zgodny – jedziemy nad Attersee. Pierwszym pozytywnym zaskoczeniem na trasie jest tunel tylko dla rowerzystów, prowadzący skalistym zboczem na końcu jeziora Mondsee. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Karol Trojanowski