okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2008 >> Rob Roya znalazłem, potwora z Loch Ness ani śladu

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Szkocja


Rob Roya znalazłem, potwora z Loch Ness ani śladu

Piotr Jabłoński
Przypominający rzymskie budowle wiadukt kolejowy na trasie do Inverness

Szkocja zawsze działała na moją wyobraźnię. Tajemnicze zamki położone nad jeziorami, historie klanów nierozerwalnie związane z historią tego pięknego kraju. Do tego dzielni ludzie widziani przez pryzmat filmu „Braveheart”.

Kilka razy miałem okazję lecieć nad Szkocją i, patrząc na góry pokryte wspaniałą świeżą zielenią oraz niezliczoną ilością jezior, podjąłem decyzję, że celem mojej kolejnej wyprawy rowerowej będzie właśnie ten kraj.
Najdogodniejszym sposobem dotarcia do Szkocji jest transport lotniczy. Z Warszawy przyleciałem do Glasgow, a dokładnie do Prestwick. Na lotnisku szybko złożyłem rower i znalazłem przechowalnię bagażu, gdzie na czas podróży zdeponowałem karton do pakowania roweru. Ze stacji przy lotnisku co 30 minut kursuje pociąg do Glasgow.
Wysiadam na okazałej stacji Glasgow Central Stadion. Z sympatycznym policjantem uzgadniam moją trasę na kemping i… w drogę. W miarę upływu czasu deszcz leje coraz bardziej, a droga przede mną daleka. Z mapy wynika, że to jakieś 14 kilometrów, z tego jej 70 procent wiedzie przez miasto, co nie jest najprzyjemniejsze. W strugach deszczu docieram na miejsce, rozbijam namiot i przygotowuję kolację.
Całą noc lało, ale rano jest pogodnie. O godzinie ósmej jestem już na trasie. Jest poranny szczyt, więc ruch na drodze do Glasgow jest duży. Przy zmianach kierunku muszę się pilnować, aby jechać po lewej stronie. Po mniej więcej 22 kilometrach jazdy docieram wreszcie do punktu, z którego początek bierze trasa rowerowa oznaczona numerem 7, a dokładnie północna jej część. Trasa początkowo wiedzie głównie wzdłuż dzielnic położonych nad brzegiem rzeki Clyde. Im dalej od miasta, tym ścieżka staje się coraz bardziej malownicza i interesująca. Kilka mil za Glasgow „siódemką” docieram do miejsca, gdzie Ford & Clyde Canal przecina drogę rowerową. Kanał jest żeglowny i co pewien czas widać zwodzone mostki umożliwiające żeglugę po nim.
Dalej jadę przez Dumbarton do Balloch, skąd można popłynąć statkiem na Loch Lomond – jedno z większych jezior w tym rejonie. Trasa prowadzi przez piękny stary park, z którego roztacza się panorama na jezioro i bardzo ładny zamek.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertour”



Zdjęcie: Piotr Jabłoński