okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2015 >> Zsiadasz albo koniec!

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na finiszu


Zsiadasz albo koniec!

Sławomir Bajew
 

 Ach, o serce Ty mnie pytasz... No mam niskie tętno, zwłaszcza jak śpię. Lecz co mi tam tętno, co mi tam komory i ciśnienie, skoro serce moje, na owe parametry nie zważając, skupione jest na ludziach i widokach, czasem zupełnie nieadekwatnie do wysiłku, któremu musi sprostać. Wysiłku niewielkiego. Przyspiesza nieoczekiwanie na widok zwiewnej istoty ludzkiej płci żeńskiej, pomykającej na rowerze, tłucze się, widząc sosny na skarpie, górskie schronisko, mgłę jesienną, a jeszcze łomocik powoduje staw usłany spadającymi jesienią liśćmi, dym z ognisk na polu... Takie to serce. Cieszę się, że bije, że bije właśnie tak: niby na sportowo, ale przecież artystycznie. Nie używam pulsometru, ale naukę z czasów jego używania zapamiętałem, i to tak cenną, że często wracam do owej chwili, aby dziękować za nią. Zapewne gdyby nie ona, obawiam się, czy dalej mógłbym uprawiać jakąkolwiek aktywność sportową, a kto wie, czy w ogóle jakąkolwiek aktywność życiową. 

Jednym słowem, z czasów jazdy z pulsometrem (raptem dwa sezony) pochodzi doświadczenie, które ocaliło moje życie. Piszę to bez żadnej przesady. Było tak: lato, Kotlina Kłodzka, rodzinny wyjazd wakacyjny, rano. Wieczór był dość intensywny towarzysko, ale poranna pora, zanim wstaną dzieci i niesportowa reszta ekipy, to jedyny czas, kiedy można bez narażania się na komentarze pojeździć po górkach. Później, jak ludziska wstaną, będziemy chodzili na piesze wycieczki. Wsiadam na rower. Rześkie powietrze poranka świetnie mi robi. Podjeżdżam pod pierwszą przełęcz i jest super. Potem brawurowy zjazd i kolejna przełęcz przede mną. Słońce tymczasem wędruje coraz wyżej i nie jest już rześkim ów poranek. Na odkrytych przestrzeniach coraz więcej gorąca, a potem skwaru. Patrzę na pulsometr i prę ambitnie w górę. 196. Ładnie – myślę – jak na mój wiek (kokietujemy często samych siebie, no i innych, tym odniesieniem do wieku). Stromo. Gorąco. Jakiego mam maksa? Ile mi pokaże? 200! Ło rany, no to jeszcze szybciej, mocniej. Mroczki przed oczami, ale jest 206!!! Ambicja wrzeszczy: nie odpuszczaj, idź na maksa! I słucham jej, aż do chwili, gdy ze środka mojej głowy, albo z pobliskich krzaków, bądź z chmury (nie umiem sobie tego przypomnieć) usłyszałem głos wyraźniejszy niż cokolwiek w tamtej chwili: ZSIADASZ ALBO KONIEC! I miałem pewność, że nie chodzi tylko o koniec tej przejażdżki, ale o koniec w ogóle. KONIEC ŻYCIA. 
Grzecznie zsiadłem. Napiłem się, uspokoiłem tętno, zdjąłem pulsometr i powolutku dotoczyłem się do bazy, aby grzecznie poinformować resztę, jak bardzo cieszę się, że ich widzę. To była moja ostatnia jazda z pulsometrem. Widocznie to bezwzględnie pożyteczne urządzenie nie jest dla każdego. 
 
Sławomir Bajew – dziennikarz poznańskiego Radia Merkury, prowadzi Listę Przebojów, w paśmie przedpołudniowym prowadzi Babie Lato, jest autorem popularnych kalamburów. Słynie z tego, że do pracy bez względu na pogodę dojeżdża rowerem. Na łamach „Rowertouru” publikuje od pierwszego numeru.
 


 

Parse error: syntax error, unexpected end of file, expecting variable (T_VARIABLE) or ${ (T_DOLLAR_OPEN_CURLY_BRACES) or {$ (T_CURLY_OPEN) in /home/kruszonaol/ftp/rowertour/panel/bbclone/var/access.php on line 164