okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2015 >> Europa w słodko-gorzkiej pigułce

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Słowenia


Europa w słodko-gorzkiej pigułce

Maciej Sordyl
Białe domki u podnóża niemal pionowych ścian to typowy widok w Alpach Julijskich
Kiedy niespełna rok przed wyjazdem do Słowenii kończyłem w Serbii niezapomniany pierwszy etap rowerowego zwiedzania państw byłej Jugosławii, nie sądziłem, że kolejna wyprawa będzie tak bardzo inna. Geograficznie Słowenię do Bałkanów zdarza się nawet czasem omyłkowo zaliczyć. Atmosfery pomylić już jednak nie sposób.
 
Po kraju, o którym mówi się, że jest Europą w pigułce, można się spodziewać wiele. Bo rzeczywiście nie sposób wskazać drugiego tak małego, a jednocześnie tak różnorodnego krajobrazowo skrawka Starego Kontynentu jak Słowenia. Jej mieszkańcy mają ogromne szczęście, bo w którąkolwiek stronę swojego maleńkiego świata zerkną, tam ujrzą cuda natury, które każdy inny kraj z dumą prezentowałby na pocztówkach. Od porośniętych winoroślami zielonych pagórków, przez krystalicznie czyste rzeki i jeziora, aż po ośnieżone szczyty Alp Julijskich, sięgające niemal trzech tysięcy metrów nad poziom nieodległego Adriatyku. Ba! W wielu miejscach, nawet zerkając pod stopy, ma się świadomość, że kilkadziesiąt metrów niżej znajdują się ponoć najpiękniejsze w świecie podziemne formy krasowe. Bóg, natura, los czy cokolwiek, co uznajemy za siłę przydzielającą ludziom miejsce do życia, nie są sprawiedliwe. Mieszkańcom Słowenii podarowano bowiem wszystko ponad miarę.
Pozostaje więc ruszać w drogę. No tak, tylko z kim, skoro sprawdzeni w boju towarzysze urlopy zaplanowali w tym roku znacznie później? Tym razem kompanów rowerowej włóczęgi po raz pierwszy znajduję w internecie, w osobach pochodzącej z Białorusi, a mieszkającej w Krakowie Ani oraz poznaniaka Łukasza. Swoje niewyspane twarze widzimy w dziennym świetle dopiero przed moim mieszkaniem w Bielsku, skąd wspólnie ruszamy w drogę. A jak dołożymy do tego trwającą cały dzień podróż niezliczoną ilością pociągów, to meldując się wreszcie pod granicą słoweńską, nie stwarzamy zapewne wrażenia ekipy mającej za kilka dni zaliczać alpejskie przełęcze.
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Maciej Sordyl