okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2015 >> Co krok – zamek, co dwa – legenda

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Dolny Śląsk


Co krok – zamek, co dwa – legenda

Andrzej Lewandowski
Po dziewięciu miesiącach wklejanie takich kamyczków może się znudzić – makieta zamku Książ
– Jadę rowerem na Dolny Śląsk.
– Zabierz kask!
– Dziadek jeździł bez kasku, ojciec jeździł bez kasku, 
ja też jeżdżę bez kasku.
– Ale możesz rozbić głowę, czaszkę, mózg na ścianie i wilki cię zjedzą.
– To przed wilkami też chroni?
– Zabierz kask!
 
Jako prawdziwy twardziel, który „rządzi” w domu, założyłem pierwszy raz w życiu kask na głowę i wsiadłem w pociąg do Wrocławia, gdzie zacząłem swój kolejny rowerowy urlop. Po wydostaniu się z tego pięknego miasta, zdecydowanie mniej piękną wylotówką (przez Bielany Wrocławskie – strefę marketów; wszyscy kierowcy jechali tak, jakby chcieli mnie zabić) ruszam w stronę mojego pierwszego celu na tej wyprawie – Masywu Ślęży i położonego u jego stóp miasteczka Sobótka. Cel – wjechać najwyżej, jak się da, obejrzeć związane z pogańskimi kultami rzeźby oraz kościół na szczycie. Podobno jest to możliwe, jednakże zadania domowego pod tytułem „Jak wjechać na Ślężę?” nie odrobiłem zbyt dokładnie. Ale co tam – jest tubylec w schronisku u stóp góry, ściągnę zatem zadanie od niego.
– Przepraszam, jak wjechać na Ślężę?
– Czarnym szlakiem, a potem niebieskim. Jest trochę kamieni, ale tylko przez chwilę.
– A pan już wjeżdżał?
– Jasne, kilka razy w tym roku.
Zatem rządzimy na czarnym szlaku, wiodącym lekko pod górę. Na niebieskim jest nieco trudniej. Chyba nie ma nic gorszego podczas jeżdżenia w górach niż korzenie. No, chyba że są to korzenie i kamienie. Albo: korzenie, kamienie i piach. Po półgodzinie takich atrakcji, które zmuszają mnie do wciągania na górę obciążonego roweru, stwierdzam, że odpuszczę sobie laur zdobywcy Ślęży. Być może byłem blisko szczytu, ale nie tak się umawialiśmy, mój dwukołowy przyjacielu! To ty miałeś nosić mnie, a nie ja ciebie! 
 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”


Zdjęcie: Andrzej Lewandowski