okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2008 >> 9/2008 >> Drodzy Czytelnicy

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Przed startem


Drodzy Czytelnicy

Izabela Dachtera

Myśląc o autorach i bohaterach listopadowego numeru „Rowertouru”, przypomniałam sobie słowa Ryszarda Kapuścińskiego: „Podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca. Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej”.
Cykliści maniakalnie pokonujący kolejne kilometry sami mówią o sobie, że choroba, której padli ofiarą, to „cykloza”. To ona zmusza ich do pedałowania ciągle przed siebie, stawiania sobie nowych wyzwań, docierania do nowych celów. Na cyklozę zapadają więc kolejne osoby, choć choroba ta może przybierać różne objawy. Maja Włoszczowska, srebrna medalistka z Pekinu, pedałuje wciąż dalej i szybciej, ale jej cel to nie odległy ląd, ale złoto na igrzyskach w Londynie. Eugeniusz Taczkowski, niewidomy pasjonat turystyki rowerowej z Poznania, na przekór ograniczeniom pedałuje na tandemie i nie wyobraża sobie życia bez odrobiny rowerowej adrenaliny, bólu zmęczonych mięśni i wiatru, który czuje na twarzy lub plecach. Co więcej – do takiego stylu życia z powodzeniem zachęca innych. Arek Ziemba i jego dwójka przyjaciół ze Szczecina zarazili się cyklozą jako chłopcy. Albo jeździli na rowerach, albo czytali podróżnicze książki. Długo było albo-albo. Aż wpadli na pomysł, że żadna z tych rzeczy się nie wyklucza. To właśnie chłopięce marzenia, podsycane książkami Arkadego Fiedlera i przygodami hrabiego Maurycego Beniowskiego, zaowocowały podróżą na Madagaskar. Beniowski, urodzony w XVIII wieku na terenie dzisiejszej Słowacji, uczestnik konfederacji barskiej, został obwołany królem Madagaskaru, i to jego śladów szukał Arkady Fiedler. I choć ich nie odkrył – tak zachwycił się Czerwoną Wyspą, że został na niej półtora roku. Pamiątek i wspomnień po Fiedlerze szukała trójka eksplorerów ze Szczecina. Dotarła do wioski, w której mieszkał, i do ostatniego żyjącego mieszkańca, który jako 17-latek towarzyszył pisarzowi. Na rowerach przejechali 1000 kilometrów, przedzierali się przez góry, mokradła, dżungle, nierzadko z rowerem na plecach. Nie było łatwo.
Mimo że za oknami coraz chłodniej, zdecydowaliśmy się zabrać Was w to wyjątkowo egzotyczne miejsce, jakim jest Madagaskar. Odległe, trudno dostępne, pozbawione dróg, w które pewnie nieprędko ktokolwiek z nas trafi. Ale pasje poznawcze wyrównujemy tym, co bliskie – Kotliną Kłodzką, Doliną Dolnej Wisły, Wigierskim Parkiem Narodowym, kusimy wrzosowiskami w Szkocji.
Pokazaliśmy ludzi, którzy mogą być inspiracją. Być może ich myśli, życiowa filozofia poruszą w kimś jakąś nieznaną dotąd strunę, zwykłą chęć pedałowania gdzieś przed siebie lub planowania wyprawy życia.

Zapraszam do lektury

Izabela Dachtera
Redaktor naczelna