okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 10/2015 >> Rowerowe eldorado Azji

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Korespondencja >> Korea Południowa


Rowerowe eldorado Azji

Szymon Belka
Stacja kolejowa przerobiona na miejsce odpoczynku dla rowerzystów
Ten kraj kojarzy nam się przede wszystkim z Samsungiem, najszybszym internetem na świecie i mieszkańcami, którzy wydają się być pracoholikami. Czy zatem może coś zaoferować rowerzystom?
 
Do Korei Południowej, bo o niej mowa, teoretycznie można się dostać drogą lądową, jednak praktycznie kraj funkcjonuje jak wyspa. Jej północna siostra, czyli Korea Północna, szczelnie strzeże granic, nie wpuszczając nikogo. Aby się dostać do Korei Południowej, możemy też wybrać drogę powietrzną lub morską. My pedałowaliśmy w jej kierunku przez Chiny, zatem zdecydowaliśmy się na prom.
Do naszego pierwszego kontaktu z Koreańczykami doszło podczas odprawy celnej i paszportowej w gmachu przystani promowej. Okazało się, że przepisy są dość restrykcyjne i mimo że już w Chinach mieliśmy skanowany bagaż, tutaj zafundowano nam kolejną kontrolę. Poza tym poinformowano nas, że na teren Korei nie wolno wwozić produktów rolno-spożywczych, a my mieliśmy ze sobą mięso i owoce. Dobrze, że dowiedzieliśmy się o tym odpowiednio wcześniej, dzięki czemu produkty, które zabraliśmy ze sobą, spożyliśmy jeszcze na promie. 
Zaskoczyło nas jednak zupełnie coś innego. Kazano nam wyczyścić rowery. Zaprowadzono do toalety, dano szczotkę, a jeden z pracowników straży granicznej zaczął psikać środkiem odkażającym na nasze bicykle. Jako że brud na naszych rowerach pamięta jeszcze czasy afrykańskich bezdroży, dokładne ich wyczyszczenie okazało się dość czasochłonne. Po 15 minutach panowie, którzy nas nadzorowali, dali sobie spokój, tym bardziej, że skończył im się płyn odkażający. Po drobiazgowej kontroli przyszedł czas na deklarację celną. Niestety blankiet, który musieliśmy wypełnić, był tylko w dwóch językach. Koreańskiego i chińskiego nie znamy, więc poprosiliśmy o pomoc. 
 
Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”
 


Zdjęcie: Anna i Szymon Belka