okładka
okładka
strona główna w numerze kluby rowerowe kalendarium forum razem na rower galeria czytelników w następnym numerze regulaminy konkursów archiwum o nas redakcja reklama prenumerata sieć sprzedaży

skomentuj »
n.p.m.
partnerzy

trasymasy.pl

sportportal.pl

twojmedyk.pl

Reklama

pierwszy rower
strona główna >> 9/2015 >> Po śladach Łemków

poradniki

Nim będzie za późno

Zapewne pamiętacie te chwile, gdy Wasz rower był zupełnie nowy.  Jego lśniący lakier jeszcze nie nosił śladów po przebytych... »

Na szlaku >> Beskid Niski


Po śladach Łemków

Robert Góralczyk
 

Nasz plan zakłada trzy noclegi w trzech różnych miejscach. Wszystkie niezbędne rzeczy trafiają więc do plecaków, a te na nasze grzbiety. Doświadczenie w minimalistycznym pakowaniu mamy niemałe, bo od lat właśnie taką formę jazdy na rowerach preferujemy. Teren eksploracji to Beskid Niski nad górną Wisłoką.

Startujemy z Tylawy, do której wrócimy po zamknięciu pętli. Na rozgrzewkę nowiutkim asfaltem podjeżdżamy do wsi Zyndranowa, gdzie mieści się Muzeum Kultury Łemkowskiej, wcześniej własność prywatna Łemka Teodora Gocza, dziś oddział Muzeum Podkarpackiego w Krośnie. Oprócz zabytków architektury łemkowskiej, jak np. chyża (zagroda), stara kuźnia czy chata żydowska, Gocz zgromadził wiele sprzętów i strojów używanych przez dawnych mieszkańców tych terenów. Oddzielnie prezentowane są militaria będące pamiątkami po bitwie o Przełęcz Dukielską w 1944 roku, stoczonej pomiędzy przedzierającymi się na południe oddziałami Armii Czerwonej a wojskami niemieckimi, rozlokowanymi na wzgórzach, przez które dziś przebiega granica ze Słowacją.

Po pięciokilometrowej rozgrzewce i przerwie na lekcję historii rozpoczynamy podjazd przez Barwinek, w kierunku granicy, za znakami niebieskiego szlaku pieszego. Początkowo wznosi się on powoli dawną aleją dworską (choć dworu ani śladu) i wygodną szutrówką. Ostatni kilkusetmetrowy odcinek to stroma ścieżka, ale dla wprawnego kolarza jak najbardziej do pokonania.

Wzdłuż linii granicznej niebieski szlak podąża wygodną, szeroką na dwa rowery dróżką, równolegle z czerwonym szlakiem naszych sąsiadów. Przyznać wypada, że zdecydowanie więcej informacji o mijanych przełęczach i szczytach dostarczają drogowskazy słowackie. Do tego w strategicznych miejscach, w specjalnych skrzynkach leżą zeszyty wraz z długopisami, czekające na wpisy zdobywców, w których i my zostawiamy parę słów od siebie.

Więcej: czytaj w numerze „Rowertouru”

 



Zdjęcie: Janusz Kaźmierski